Nie uwolni? (Łk 3, 1-6)

Kiedyś we „W drodze” przeczytałem, że zdanie rozpoczynające dzisiejsze czytanie, współcześni historycy są w stanie zinterpretować na kilkanaście sposobów. Być może święty Łukasz, jako lekarz, nie znał dobrze zawiłości politycznych swoich czasów (jakby mnie zapytali, kto był w Polsce Prezydentem, Premierem, Marszałkiem Województwa, Prezydentem Krakowa i Prymasem 20 lat temu, pewnie podobna mieszanka by mi wyszła). A może to nasi historycy mają za mało danych i są w błędzie. Ja wykorzystam tę niewiedzę, żeby w tej liście zobaczyć coś innego, niż zapis historyczny.

Było to w piętnastym roku rządów Tyberiusza Cezara. Gdy Poncjusz Piłat był namiestnikiem Judei, Herod tetrarchą Galilei, brat jego Filip tetrarchą Iturei i kraju Trachonu, Lizaniasz tetrarchą Abileny; za najwyższych kapłanów Annasza i Kajfasza skierowane zostało słowo Boże do Jana, syna Zachariasza, na pustyni. Obchodził więc całą okolicę nad Jordanem i głosił chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów, jak jest napisane w księdze mów proroka Izajasza: Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego! Każda dolina niech będzie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte niech się staną prostymi, a wyboiste drogami gładkimi! I wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże.

Ewangelista Łukasz podaje wiele osób, które w czasach Jezusa robiły z Żydów zakładników swoich interesów. Od cezara, przez władze rzymskie i podległych im władców prowincji, aż do kapłanów z pokolenia Aarona. Każda z tych grup używała obywateli Judei jako karty przetargowej do osiągnięcia swoich celów. Wśród tych ludzi nagle pojawił się jeden gość, który chodził po kraju i mówił ludziom, że Bóg ich uwolni.

Jak pokazują dalsze losy proroka (Mk 6, 17-29), dla Jana Chrzciciela głoszenie zbawienia Bożego nie skończyło się przyjemnie. Sam został zakładnikiem Heroda, ostatecznie zabitym, żeby spełnić zachciankę kobiety.

jako zakładnik, Jan Chrzciciel kontynuował swoją misję i rozmawiał z Herodem, żeby uwolnić go od pożądliwości

Jan w więzieniu prawdopodobnie bardzo czekał na wolność, którą sam głosił. Nawet wysłał uczniów (Łk 7, 22), żeby dopytali Jezusa, czy więźniowie zostaną uwolnieni tak, jak zapowiedział Izajasz (Iz 58, 6). Odpowiedź Jezusa była bardzo ciekawa: kazał przekazać Janowi, że dzieją się prawie wszystkie zapowiedziane znaki czasów mesjańskich. Prawie – bo nie wymienił w nich właśnie uwolnienia więźniów.

Myślę, że święty Jan, gdy usłyszał odpowiedź przyniesioną przez uczniów, zrozumiał w pełni, że tym razem Mesjasz przychodzi tak, żeby nie złamać trzciny nadłamanej (Iz 42, 3), a nie żeby odbudować militarną potęgę Izraela. A ponieważ znał dobrze Stary Testament musiał skojarzyć, że w takim razie kiedyś Jezus przyjdzie jeszcze raz. I nie stracił wiary w Niego – nadal wiedział, że właśnie nadeszła pełnia czasów.

Bóg przyjdzie jak operator. Czekaj cierpliwie.

Po tej informacji, święty Jan kontynuował swoją misję i rozmawiał z Herodem, żeby odciągnąć go od cudzołóstwa. Swoją drogą, to kolejna ciekawa rzecz – jako jego więzień do końca walczył o to, żeby Herod mógł się uwolnić od pożądliwości, której był zakładnikiem.

Jeśli chodzi o czekanie, nam powinno być łatwiej. Wiemy, że Jezus cicho przyszedł na świat dwa tysiące lat temu i teraz możemy, aż wróci – już jak operator, z siłą i mocą. A z Apokalipsy wiemy, że wtedy już żadnego więźnia nie pozostawi w więzieniu. Każdy zakładnik zostanie uwolniony. Jeśli jeszcze tego potrzebujesz – czekaj cierpliwie i nie trać wiary, czegokolwiek by nie mówili ludzie dookoła Ciebie. Tak, jak Jan Chrzciciel w więzieniu.