Nie rób tego, po co się męczyć? (Mt 16, 21-27)

Podejmując wyzwania bardzo często będziesz słyszał od swojego otoczenia „A po co Ci to?”, „Po co się tak męczysz”, „Przecież nie musisz tego robić, odpocznij” i tym podobne stwierdzenia. Ja miałem tak praktycznie zawsze, gdy próbowałem zrobić coś wymagającego – niezależnie od tego, czy testowałem nowy program treningowy, zmieniałem pracę czy płynąłem w pierwszy rejs morski. Niedzielne czytanie z Ewangelii według św. Mateusza przytacza podobną rozmowę Jezusa ze św. Piotrem i myślę, że powinien je przemyśleć każdy, kto brał udział w takiej dyskusji. 

Prawdopodobnie część Apostołów idąc za Jezusem miała nadzieję, że Mesjasz przywróci i zjednoczy Królestwo Izraela i nastaną czasy podobne, jak za Jego przodka – króla Dawida. Może pociągała ich wizja ziemskiego sukcesu Jezusa. Dzisiaj możemy zobaczyć sytuację, w której Jezus pierwszy raz mówi im wprost, że nie będzie fajnie. Że zamiast zwycięstwa nad Rzymem będą musieli przeżyć Jego odrzucenie, tortury i śmierć. A po trzech dniach także zmartwychwstanie.

Jak reagują na to Apostołowie? Zgodnie z przekazem Ewangelisty – jedenastu z nich w ogóle to nie rusza. Jedynie Piotrowi – może dlatego, że przed chwilą został wyznaczony na przyszłego namiestnika – się to nie podoba. Myślę, że św. Piotr zwrócił uwagę głównie na to, co Jezus mówił o męce i śmierci. Podobnie jak wiele osób, które będą słuchać w niedzielę tego fragmentu Ewangelii i pominą „a po trzech dniach zmartwychwstanie”. Jednak słowa „Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie.” odnoszą się do całej wypowiedzi Jezusa. Piotr więc mówi Jezusowi, że nigdy nie zmartwychwstanie, że nigdy nie zbawi ludzkości. Jezus na tę uwagę odpowiada bardzo ostro, ale prawdziwie. Pokazuje, że takie myślenie jest dziełem szatana i może jedynie przeszkadzać w odkrywaniu tego, co Bóg chce dać każdemu z nas.

zdjęcie: www.unsplash.com, CC-0

Zmartwychwstanie Jezusa to największy sukces w historii ludzkości. Bóg każdego człowieka powołał do osiągnięcia wielkich sukcesów tutaj, na ziemi. Zwieńczeniem tych sukcesów może być Niebo. Ale też od stworzenia świata Bóg chce, żeby sukcesy każdego z nas były efektem podjęcia pewnego wysiłku w tym kierunku. Właśnie to widzę w dzisiejszych słowach Jezusa.

Chęć pójścia za Nim to chęć osiągania największych sukcesów, jakie są możesz. Odpowiedź na powołanie do nich to danie z siebie wszystkiego i, w efekcie, dobre wykorzystanie swojego czasu. Ale – co ważne – prawdziwy sukces osiągniesz idąc z Bogiem. Do osiągnięcia takich sukcesów nie ma drogi na skróty – jeśli chcesz dość do swojego maksimum, musisz podjąć pracę nad sobą i zrezygnować z niektórych rzeczy. Wtedy znajdziesz prawdziwe życie w powołaniu do sukcesów z Nim.

Po wysłuchaniu niedzielnych czytań zastanów się nad dwoma rzeczami. Pierwszą – jak Ty realizujesz swoje powołanie do odnoszenia wielkich sukcesów. Czy w ogóle wierzysz, że jesteś w stanie osiągnąć naprawdę spektakularny sukces? Podejmujesz wyzwania, jakie Bóg przed Tobą stawia, czy uciekasz od nich w strefę swojego komfortu? Drugą – czy przypadkiem nie zachowujesz się jak św. Piotr i nie próbujesz innych odciągnąć od wysiłku, który może ich doprowadzić do wielkich rzeczy.
A jeśli, jak ja, spotykasz osoby, które chcą żebyś zrezygnował z wyzwań – pomódl się za nie dzisiaj, żeby nie dawały się podszeptom Złego.