Nie patrz pod nogi (Lb 21, 6-9)

Wyobrażam sobie, że w czasie próby z wężami na pustyni większość Izraelitów chodziła pomiędzy namiotami ze spuszczonymi głowami. Byli skupieni na palcach swoich stóp. Dzisiaj też często – a nawet bardzo często – można zauważyć osoby chodzące ze wzrokiem wbitym w czubki własnych butów (w USA na kursie SERE taką postawę nazywają „pilnuj własnych portek”), chociaż nie muszą wypatrywać ruszających się ogonów.

Podobno każdy z nas codziennie generuje kilkadziesiąt tysięcy myśli na swój temat. I w większości są to myśli negatywne. Pewnie wielu trenerów i nauczycieli pozytywnego myślenia sprzedaje metody, jak sobie z tym radzić. Ja znalazłem sposób opisany ponad 2500 lat temu i dostępny dla każdego. Za darmo.

Myślę, że właśnie negatywne myśli na swój temat i codzienne zmartwienia są dzisiaj „wężami o jadzie palącym”, które dzisiaj zabijają wiele osób. Najpierw psychicznie – przez to, że taki kąsany człowiek nie może żyć pełnią życia. A w skrajnych przypadkach nawet fizycznie – wskutek samobójstw rocznie umiera około pół miliona ludzi. Żeby do tego nie doprowadzić warto popatrzeć na to, jak z wężami poradzili sobie Izraelici.

gdy jakaś myśl będzie Cię ściągała w kierunku porażki – skup się na Jezusie na Krzyżu

Ukąszony musiał popatrzeć na węża z brązu wystawionego na palu – czyli podnieść wzrok do góry. Na pustyni musiało być to ogromne wyzwanie. Zamiast patrzeć, czy następny wąż się nie zbliża albo jak wygląda rana, ukąszony musiał popatrzeć w górę. Pomimo tego, że cały jego organizm wołał, żeby patrzeć w dół. A jak już popatrzył, musiał wytrzymać oślepiające słońce i dostrzec węża.

Jak zwykle w próbach, które wyglądają na proste, chodziło o coś więcej, niż o proste zadarcie głowy i przymrużenie oczu. Był to sprawdzian, czy konkretny Izraelita potrafi zobaczyć to, co Bóg chce mu pokazać – nawet w sytuacji ekstremalnie trudnej. Myślę, jest jeden z kroków dla każdego, kto chce dzisiaj żyć w obfitości: gdy kąsa Cię jakaś negatywna myśl lub trudna sytuacja zobacz to, co Bóg chce Ci pokazać (a zwykle chce pokazać błogosławieństwo). Zamiast skupiać się na tym, co dołujące – skup się na Nim.

Gdy ostatnio przeczytałem ten fragment Księgi Liczb, przypomniałem sobie moją pierwszą Ekstremalną Drogę Krzyżową. Kiedy nad ranem miałem już problem z postawieniem każdego kolejnego kroku i coraz głośniej w mojej głowie odzywał się głos „jesteś na to za słaby”. Skończyło się rezygnacją na 33 kilometrze wcześniejszym powrotem do Krakowa – stwierdziłem, że nie mam sił na ukończenie drogi. Rok później było podobnie. Przez pół nocy słyszałem w głowie, że nie dam rady, odezwały się kontuzje w nogach, a pęcherze na stopach sprawiały, że każdy kolejny krok był coraz trudniejszy. I wtedy zrobiłem coś, na co rok wcześniej nie było mnie stać – zamiast skupić się na swoich nogach, skupiłem się na Bogu. I dotarłem do Kalwarii.

Pewnie każdy z Was podobnych sytuacji mógłby opisać setki. Kiedy w trudnościach pojawiają się negatywne (i zwykle nieprawdziwe) myśli, które prowadzą do podjęcia decyzji o porażce. Może w Wielkim Tygodniu dobrym pomysłem będzie, jeśli za każdym razem, gdy taka myśl się u Ciebie pojawi, pomyślisz o Jezusie na Krzyżu i skoncentrujesz się na Nim chociaż na chwilę.

To nie jest łatwe. Zamiast myśleć o wężu, który właśnie Cię ugryzł, pomyśleć o Krzyżu. Ale działa.

  • Strzelec

    Nieeeeeźle, dzięki!

  • Powodzenia – i w maratonie, i w decyzji!

  • Rafal

    Dzięki za banalną w sumie wskazówkę. Przyda się na 35. km maratonu w Warszawie. A biegnę z misją podjęcia powolaniowej decyzji. Będę myślał o Jezusie.