Nawyki w wierze

Przeciwnicy religii często używają argumentu, że wiara zastępuje ludziom rozum. I ten wpis… w sumie o tym będzie. Bo przecież nawyki są po to, żeby odciążyć nasz umysł od podejmowania niektórych decyzji. A życie wiarą w końcu prowadzi do wyrobienia w sobie związanych z nią nawyków.

Gdzie te nawyki?

Chyba wiele razy pisałem, że wiara to konkretna, świadoma decyzja. I to jest prawda. Podobnie jak to, że świadomą decyzją jest wybór pracy czy miejsca, w którym trzyma się przekąski w domu. I tak, jak w tych wszystkich przypadkach – zdecydowanie się na życie wiarą i trzymanie się tej decyzji prowadzi do wytworzenia określonych nawyków. Dzisiaj, kończąc serię wpisów o nawykach, chcę napisać o paru nawykach związanych z Chrześcijaństwem, które zauważyłem u siebie lub u innych. I z tej dobrej, i niekoniecznie pozytywnej strony.

Msza Święta

Chrześcijaństwo wiąże się z uczestniczeniem we Mszy Świętej co najmniej raz w tygodniu. Jeśli robi się to regularnie przez kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt lat nie ma szans, żeby w nasze uczestnictwo w liturgii nie wkradły się nawyki. No, chyba że komuś rutynę przerwie sobór i reforma:-).

Takich nawyków można wyliczać od groma. Można mówić całe modlitwy po usłyszeniu tylko ich pierwszych słów, chociaż poza kościołem nie potrafi się powtórzyć ani jednego zdania. Można klękać i stawać w określonych momentach chociaż nie wie się, dlaczego. Można robić znak krzyża przy „pobłogosław, Panie” nie patrząc na to, co lub kto będzie błogosławiony. I tak dalej. Nie mówiąc już o trzecim czytaniu w Wigilię Paschalną, po którym lektorom zdarza się zapędzić i powiedzieć „Oto Słowo Boże”.

Niestety, te nawyki potrafią zdecydowanie utrudnić świadome uczestnictwo w Eucharystii i sprowadzić ją do „pawłowowego” odpowiadania księdzu. Żeby uniknąć takiego podejścia, warto od czasu do czasu poczytać coś o liturgii, przygotowywać się do niedzielnej Mszy i uważnie obserwować to, co dzieje się na ołtarzu. To naprawdę żywa historia, która dzieje się, kiedy jesteś na Mszy.

Jest też jeden nawyk, który uważam za całkiem przydatny: odpowiadanie „Wysłuchaj nas, Panie” po usłyszeniu „Ciebie prosimy”. Bo nigdy nie zaszkodzi, jak w innej sytuacji poprosisz Boga, żeby Cię wysłuchał.

Spowiedź

Spowiedź to bardzo przydatny nawyk. I nie chodzi o powtarzanie (z lenistwa, a nie z realnego rachunku sumienia) zawsze tych samych grzechów i zacinaniu się, jeżeli ksiądz w konfesjonale spróbuje porozmawiać. Nie, chodzi mi o całą spowiedź.

Jaki w tym ukryty jest nawyk? Bardzo prosty: jak zgrzeszę, to proszę Boga o przebaczenie. Nie chowam się, jak Adam (Rdz 3, 8-10), tylko biorę to na klatę, idę do konfesjonału i mówię Bogu „Zawaliłem, pogadajmy o Miłości”. Więcej nie trzeba.

jeden z nawyków wiary; zdjęcie: www.operator-paramedyk.pl, CC-BY-NC

Koronki i litanie

Niektóre modlitwy – jak Różaniec czy Koronka do Miłosierdzia Bożego – wymagają powtórzenia tego samego krótkiego tekstu parędziesiąt razy (te, o których wspomniałem akurat 50). Nietrudno zgadnąć, że przy ich codziennym odmawianiu bardzo łatwo jest uruchomić w sobie „automat” (o czym z resztą pisałem we wpisie o identyfikacji nawyków). Po rozpoczęciu modlitwy palce same zaczną przeskakiwać pomiędzy paciorkami, a usta (albo myśli) powtarzać wybrane słowa. Podobnie jak w litaniach, w czasie których głównie odpowiada się „zmiłuj się nad nami” albo „módl się za nami”.

nawykowa modlitwa, zdjęcie: www.operator-paramedyk.pl, CC-BY-NC

Myślę, że to jedne z najważniejszych nawyków, jakie powinien wyrobić sobie Chrześcijanin: proszenie Boga o Miłosierdzie, a świętych o wstawiennictwo. Prawda jest taka, że o ile do naprawdę wielu rzeczy można się przygotować, to jednego scenariusza na pewno nie przećwiczę w ciągu życia: tego, co zrobię tuż po śmierci. Odmawiając modlitwy „powtarzalne” – nawet, jeśli czasem je odklepię – i chodząc do spowiedzi ze świadomością mojeg grzechu mogę wyrobić sobie nawyki, które wtedy mogą zdecydować o tym, gdzie spędzę wieczność. Jeśli codziennie uświadomię sobie, że Bóg jest przy mnie, a potem pięćdziesiąt razy powiem „módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej” albo „miej Miłosierdzie dla nas” to są szanse, że w chwili śmierci też nawykowo zareaguję proszeniem o wstawiennictwo i Miłosierdzie. A czy można wtedy zrobić coś lepszego?

Liturgia Godzin

Innym przykładem „odruchowej” modlitwy jest, według mnie, Liturgia Godzin (czyli Brewiarz). Ci z Was którzy wiedzą o co chodzi mogą pomyśleć „Ale jak to, odmawianie stu pięćdziesięciu psalmów rozłożonych na cztery tygodnie może być jakimś nawykiem?”. Ano może. A nawet dwoma.

Pierwszy jest zbieżny z całym pomysłem na łaciński kształt Brewiarza – nawyk chwalenia Boga przez cały dzień. Wstaje słońce – chwalę Boga. Jest południe – chwalę Boga. Zachodzi słońce – chwalę Boga. Kładę się spać – chwalę Boga. Świetny nawyk, który pozwala naprawdę zupełnie inaczej popatrzeć na swoje życie.

Drugi nawyk, o którym już wspomniałem rok temu, to proszenie Boga o pomoc. Każda Godzina (czyli pojedyncza modlitwa) w Brewiarzu rozpoczyna się od słów „Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu, Panie, pospiesz ku ratunkowi memu” (Ps 70, 2). To dla mnie fenomenalne: pokorny Chrześcijanin prosi, aby w tym momencie Bóg nie przejmował się niczym innym na świecie, tylko pospieszył mu z pomocą i ratunkiem. Nawet, jeśli jest to zwykły dzień i nie widać żadnego szczególnego zapotrzebowania na pomoc. Świetny nawyk, który pomoże Ci wyjść z sytuacji niemożliwych.

Habity

Na koniec zostawiłem jeszcze coś, co mnie nie dotyczy. Jak wspomniałem we wpisie o pętli nawyku, „nawyk” w języku angielskim to „habit”. Słowo pisane tak samo, jak w naszym języku nazwa stroju zakonnego. I bardzo podoba mi się myśl, że zakonnicy i zakonnice w czasie obłóczyn nie tylko wkładają strój, który ma ich wyróżniać spośród świeckich i łączyć w ramach rodziny zakonnej – wkładają też pewne nawyki, którymi teraz będą żyć. Nawyki charakterystyczne dla charyzmatu, który wybrali. A strój zewnętrzny ma te nawyki wyrażać.

Na zakończenie

Pewnie podobnych nawyków związanych z wiarą można znaleźć jeszcze wiele. Teraz popatrzyłem na te, które opisałem i stwierdzam, że w większości nawyki wiary służą zbawieniu, a nie utrudniają bycie Chrześcijaninem. A co Ty o tym myślisz? Dorzuciłbyś do tej listy jakieś swoje obserwacje na temat „nawykowego Chrześcijaństwa”?

To już (przynajmniej na razie) koniec wpisów o nawykach. Jeśli chcesz wiedzieć o nich więcej znowu odeślę Cię do „Siły nawyku” lub „Zamknij oczy” – rewelacyjnych książek, na których oparłem te kilka wpisów. Zachęcam Cię do obserwacji i pracy nad Twoimi nawykami. Odpowiednio przetrenowane, pomogą Ci działać na co dzień jak operator. Pozwolą Ci tworzyć procedury, które ułatwią Ci podejmowanie decyzji. A nawet poprowadzą Cię do Boga, gdy świadomie będziesz miał z tym problem.