Na ramionach

Maćka spotkałem raz w życiu. Pozornie przypadkiem (bo w przypadki nie wierzę) – spotkanie zorganizowała Fundacja Jaśka Meli, dla której przygotowywałem akcję zbierania funduszy. Widzieliśmy się przez jakąś godzinę i to było, jak na razie, jedyne nasze spotkanie „w realu”. Ale patrząc z perspektywy czterech lat, które upłynęły od tego spotkania, widzę, że ta godzina była jedną z najbardziej owocnych w moim życiu – zainspirowała mnie do działań, dzięki którym zmieniłem swoje myślenie o fundraisingu, filantropii i wolontariacie, nauczyłem się wiele o przedsiębiorczości i organizacji oraz zobaczyłem, co to znaczy myślenie biznesowe. A owoce tego spotkania coraz bardziej wykorzystuję w swoim życiu.

W zeszłym tygodniu pisałem o tym, że jest pewne zadanie, które możesz zrealizować tylko Ty. I nie wycofuję się z tego. Podobnie jak w to, że każdy z nas ma absolutnie niepowtarzalną specjalność. Ale to, że są rzeczy, które możesz zrobić tylko Ty nie znaczy, że do ich realizacji musisz ruszać sam.

Jedna z pięciu zasad działania Wojsk Specjalnych – dopisana jako ostatnia parędziesiąt lat po czterech poprzednich – brzmi:

Większość operacji sił specjalnych wymaga wsparcia jednostek regularnych.

Operator odpowiada za swoje zadania w czasie operacji. Ale żeby mógł je zrealizować, pracuje bardzo dużo wojska. Wywiad dostarcza informacji potrzebnych do zaplanowania działania, logistyka musi zapewnić specjalsom amunicję, jedzenie i dodatkowe wyposażenie, ktoś musi ich przetransportować na miejsce operacji, inni żołnierze zabezpieczają rejon operacji, lotnictwo może zapewniać wsparcie z powietrza, w pogotowiu czeka MEDEVAC… żeby kilkunastu-kilkudziesięciu operatorów mogło wykonać jakieś zadanie, trzeba zaangażować co najmniej drugie tyle osób.

Michael Stull pokazał mi ten problem jeszcze bardziej ogólnie:

operator stoi na ramionach gigantów - cały sztab ludzi pracuje na jego sukces.

Bo żeby wszystko, o czym napisałem w poprzednim akapicie mogło dojść do skutku, wcześniej rusznikarze opracowują jak najlepszą broń, mechanicy – środki transportu, elektronicy – środki łączności, różne firmy (tak, nie wiem, jak nazwać taki zawód) bardziej zaawansowane śpiwory, lepszą żywność liofilizowaną i tak dalej, i tak dalej… W pojedynczej akcji bezpośredniej bierze udział naprawdę wiele osób, które nawet o tym nie wiedzą.

najlepszą drogą do realizacji czegoś, co możesz zrobić tylko Ty jest skorzystanie ze wsparcia innych

I podobnie jest w Twoim życiu. Prawdopodobnie swoją robotę zrobisz najlepiej, jeśli będziesz w jej realizacji współpracował z innymi. Chcę Cię zachęcić, żebyś robił to świadomie.

Tak, jak w przypadku operacji specjalnej – ta pomoc będzie rozgrywała się na różnych poziomach. Inaczej pomogą Ci znajomi, którzy świadomie będą brali udział w Twoich działaniach. Inaczej przedsiębiorcy, u których kupisz albo zamówisz to lub tamto. I w końcu – wiele osób pomoże Ci, chociaż nie będziecie nic o sobie wiedzieli.

Żeby to zilustrować – dwa lata temu kupowałem nowego laptopa. Poprosiłem wtedy o pomoc mojego bliskiego przyjaciela, który jest informatykiem. Wiedział, do czego ma mi służyć komputer, uświadomił mi czego tak naprawdę nie potrzebuję i wskazał parę modeli, na które powinienem popatrzeć oraz dobry sklep internetowy. Po zastanowieniu się – napisałem do sklepu czego i na kiedy potrzebuję i pracownicy zajęli się realizacją zlecenia, a dzięki ich zaangażowaniu miałem komputer w rękach chyba na tydzień przed ustalonym terminem dostawy. A żebym mógł na tym laptopie napisać ten tekst – wcześniej inżynierowie musieli go zaprojektować, a pracownicy produkcji złożyć i zapakować. Dzięki udziałowi tych wszystkich osób mogę teraz pisać ten tekst w minimalnym stopniu martwiąc się o to, że mój laptop nagle zrobi „psss” i zostanę z czarnym ekranem. A Ty – dzięki pracy programistów WordPressa, firmy hostingowej, dostawców internetu, może portali społecznościowych – będziesz mógł za kilkanaście godzin ten wpis przeczytać.

Zastanów się, kto pomaga Ci w realizacji Twoich działań – i tych małych, codziennych, i tych związanych z realizacją Twojej życiowej specjalności. Może to być pomoc fizyczna – takiej, jakiej potrzebowałem przy zakupie laptopa – albo ta niemierzalna – jak w przypadku spotkania z Mackiem: inspiracja, poddanie pomysłu, pokazanie przykładu. Zobacz zarówno te osoby, które są blisko Ciebie ja i te, które nawet nie wiedzą o Twoim istnieniu. Nie powinieneś mieć problemu ze zidentyfikowaniem co najmniej kilkunastu takich osób albo grup. Gdy już to zrobisz, czas wziąć odpowiedzialność za to, z czyjej pomocy korzystasz.

Przede wszystkim zastanów się, czy jest ktoś, kogo pomocy jeszcze potrzebujesz. Może chcesz nawiązać współpracę z konkretnym autorytetem w jakiejś dziedzinie (choćby przez to, że będziesz czytał jego książki) albo po prostu potrzebujesz pomocy w czymś, na czym tak dobrze się nie znasz. Przykładem z mojego ostatniego roku jest dla mnie opracowanie Formularza Identyfikacji Celów, który znają starsi użytkownicy newslettera. Dwa miesiące próbowałem zabrać się do jego zaprogramowania – najpierw eksplorując zaawansowane funkcje Moodle, potem próbując się zabrać za naukę PHP. Po tym czasie przypadkiem wspomniałem o tym znajomemu studentowi informatyki, który wziął ode mnie opis algorytmu i po dwóch dniach oddał mi działającą stronę. Gdyby nie on – pewnie do dzisiaj nie moglibyście z niego skorzystać.

Zastanów się też czy osoby, które Ci pomagają, są do tego odpowiednie. Tak, jak w przypadku najbliższych relacji – mogłeś zaangażować kogoś, kto realnie Ci nie pomaga ale uważasz, że należy mu się miejsce wśród osób, z którymi współpracujesz. Jeśli tak jest, przebuduj zespół, który Ci pomaga na każdym poziomie, na którym będzie to potrzebne. Nie stój na karle, gdy możesz stać na ramieniu giganta.

Popatrz też na to, komu Ty pomagasz w realizowaniu jego życiowych zadań. Czy to świadomie – przez to, że osobiście masz z nim kontakt i poprosił Cię o pomoc – czy nieświadomie – przez to, co robisz zawodowo albo jaki przykład dajesz dookoła siebie. Zadaj w odniesieniu do siebie te same dwa pytania, które wcześniej rozważałeś w odniesieniu do innych: czy jesteś odpowiednią osobą do tego, aby pomagać tym konkretnym osobom i czy może być ktoś, kto jeszcze potrzebuje Twojej pomocy.

Zacząłem ten wpis od opisu mojego spotkania z Maćkiem, bo ostatnio postanowiłem opisać mu, jak dużo zmieniło tamto spotkanie i podziękować mu za nie. To też nadało szkielet temu wpisowi. I chciałem Cię namówić do czegoś podobnego: po przeczytaniu tego wpisu podziękuj przynajmniej jednej osobie za to, ile wnosi w Twoje życie. Bo naprawdę najlepszą drogą do realizacji czegoś, co możesz zrobić tylko Ty jest skorzystanie ze wsparcia innych.