na dwóch nogach, zdjęcie: marines.mil, CC-0

Na dwóch nogach (Mt 22, 34-40)

Swoją przygodę ze strzelectwem zaczynałem od pneumatycznej strzelnicy sportowej. Chociaż było to jeszcze w XX wieku, pamiętam doskonale naukę przyjmowania postawy strzeleckiej stojąc: stopy równolegle, ciało lekko odchylone do tyłu w prawo, łokieć na biodro, drugi prostopadle do tułowia. Miało to zapewnić maksymalną stabilność w czasie celowania i strzelania. Podobne nauki potem przechodziłem w wojsku, aż w końcu kiedyś ktoś mi powiedział, że w warunkach bojowych musisz chodzić tak, żeby w każdej chwili móc szybko i wygodnie złożyć się do strzału. I nauczył mnie tak chodzić. W życiu wiarą jest dokładnie tak samo: trzeba umieć szybko przyjąć postawę, która pozwoli Ci wdrożyć wiarę w swoje codzienne życie. Jak to zrobić – o tym mówi Jezus w dzisiejszej Ewangelii.

Gdy faryzeusze dowiedzieli się, że Jezus zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, zapytał , wystawiając Go na próbę: Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe? On mu odpowiedział: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy.

Zwykle Jezus, gdy faryzeusze chcieli wystawić Go na próbę, zbywał ich. Ale w przypadku pytania, które zadali Mu w dzisiejszej Ewangelii, zachował się inaczej. Nie tylko udzielił odpowiedzi, ale nawet ja rozwinął i uzupełnił. Gdy zapytali Go o jedno najważniejsze przykazanie, podał im aż dwa. Zgodnie z tym, co powiedział dużo wcześniej:

Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące!

Zastanowiło mnie, dlaczego akurat to pytanie wywołało w Mistrzu taką reakcję.

Jezus bardzo dobrze znał faryzeuszów. Wiedział, że do ich „skrzywienia” doprowadziła ich bardzo radykalna wiara i poszukiwanie tego, co najważniejsze, w gąszczu przepisów Pięcioksięgu. Nie mogąc tego znaleźć, postanowili się trzymać kurczowo litery, a nie ducha Tory. W świetle tego interpretowali każde zachowanie Jezusa, więc tak samo posłuchaliby odpowiedzi na pytanie o najważniejsze przykazanie.

I jeszcze jedna ważna uwaga: generalnie uważa się faryzeuszów za przeciwników Jezusa. Ale warto zauważyć, że tutaj nie pytają o nic z Jego „rewolucyjnych” nauk, a jedynie o wyjaśnienie tego, co znają perfekcyjnie: Prawa. Tak więc dość śmiało założę, że – nawet, jeśli się nie zgadzali z ogółem nauczania Jezusa – faryzeusze chcieli tym razem podążyć za Jego odpowiedzią.

Gdyby Jezus ograniczył swoją odpowiedź do przykazania miłości Boga, faryzeusze by zupełnie zapomnieli o ludziach dookoła. Bo przecież skoro taki Prorok powiedział im, że trzeba tylko miłować Boga i to jest najważniejsze w całym Prawie.. Modlili by się dużo – tak. Składali ofiary – do ostatniego grama krowy. Ale już żeby pomóc sierotom czy wdowom – po co, skoro poświęcają się temu, co najważniejsze?

I w drugą stronę – gdyby powiedział im tylko o przykazaniu miłości bliźniego, pewnie by  skupili się na dobroczynności (w tym na „mądrym” doradzaniu innym, jak mają to robić i wypełniać Prawo), a praktyki religijne zepchnęli na dalszy plan.

Dlatego Jezus jako drogę do realizacji tego, co najważniejsze w Prawie, wskazuje i miłość Boga, i bliźniego. Trzeba realizować obydwa aspekty miłości i o żadnym nie zapomnieć. Żeby naprawdę kochać niewidzialnego Boga, trzeba kochać widzialnego człowieka, który jest obok. I w drugą stronę – żeby naprawdę kochać człowieka, trzeba zaczerpnąć ze źródła Miłości, którą jest Bóg. Czy da się inaczej? Pewnie da, ale pytanie, przez jak długo. Bo chwilę można postać na jednej nodze. Ale żeby stać stabilnie (i potem się poruszyć), trzeba stać na dwóch.

Izrael potrzebował do tego Prawa i Proroków (i  o tym Jezus im przypomniał). My potrzebujemy kochać Boga i bliźniego.