moje! zdjęcie: agence-producteurs-locaux-damien-kuhn@unsplash.com, CC-0

MOJE! (Mt 22, 15-21)

Mam. I będę miał więcej. A przynajmniej chciałbym mieć więcej. Ale co to tak naprawdę znaczy, że „mam”? I co, jeśli moja definicja posiadania nie jest prawdziwa?

Wtedy faryzeusze odeszli i naradzali się, jak by podchwycić Go w mowie. Posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby Mu powiedzieli: Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek Cezarowi, czy nie? Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: Czemu Mnie wystawiacie na próbę, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową! Przynieśli Mu denara. On ich zapytał: Czyj jest ten obraz i napis? Odpowiedzieli: Cezara. Wówczas rzekł do nich: Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga.

Zanim przejdziesz dalej popatrz na siebie i dookoła i nazwij przynajmniej dziesięć rzeczy, które masz i które są teraz w zasięgu Twojego wzroku.

Ja np. mam laptopa, komórkę, chusteczkę do nosa, kubek, okulary, krzesło, stół, drugie krzesło, kredki, słuchawki.

W tym ćwiczeniu chciałem, żebyś zastanowił się, co dla Ciebie oznacza czasownik „mieć”. Bo w dzisiejszej Ewangelii Jezus używa go w dziwny sposób.

Zawsze uważałem, że najlepszym testem, czy coś mam, jest oddanie tego. Bo jeśli mogę coś oddać to jasne, że to mam.

Mogę dać komuś prezent. Na przykład płytę CD z muzyką. To oznacza, że musiałem nabyć prawa do posiadania tej płyty, ponieważ mogłem to prawo potem przekazać.

Mogę komuś dać pieniądze. To oznacza, że te pieniądze mam. Że to nie są pieniądze rodziców, banku czy sąsiada, tylko moje. Inaczej nie mógłbym ich dać.

Mogę komuś dać czas. Jeżeli mówię, że nie mam czasu – to nie mogę z kimś spędzić chwili na spotkaniu. Jeżeli mam czas, mogę go na takie spotkanie poświęcić.

I tak dalej. Taką logiką się kierowałem w myśleniu o własności.

Za to myślenie Jezusa przedstawione w dzisiejszej Ewangelii pokazuje coś zupełnie przeciwnego.

Weźmy przykład, z jakim zwrócili się do niego faryzeusze: „Czy wolno płacić podatki?”. Słysząc takie pytanie, ja mam w głowie „Czy godzi się, żebym swoje ciężko zarobione pieniądze oddawał państwu?”. Mam gdzieś uczucie, że to trochę nie fair i chciałbym, żeby te pieniądze zostały w mojej kieszeni. A Jezus mówi „Who cares? Te pieniądze i tak są Cezara, więc mu je oddajcie”.  Jakby się zastanowić, jest w tym pewna logika. To Cesarstwo Rzymskie wybiło monetę i ustanowiło ją środkiem płatniczym. Poza tym -w każdej chwili Cezar mógł wysłać wojsko i sobie te pieniądze wziąć, więc jakby były jego.

„Jakby”, bo historia pokazała, że w końcu Cezar musiał oddać swoje pieniądze barbarzyńcom. Potem wziął je ktoś następny i następny. A teraz chwilowo mamy je my.

W logice proponowanej przez Jezusa nie masz tego, co możesz komuś dać. Twoje jest to, co dostajesz i co przy Tobie zostaje. Jeśli coś kiedyś będziesz musiał oddać komuś innemu – to tak naprawdę już jest to jego. Czy którykolwiek z przedmiotów, które wymieniłeś w ćwiczeniu na początku wpisu, zostanie z Tobą do końca życia? Ja takich na swojej liście nie widzę. A nawet jak coś ze mną zostanie, to przecież w końcu odziedziczą to po mnie moje dzieci, bo do nieba tego nie wezmę.

Z takiej wizji posiadania wynikają dwie porady, jak właściwie „mieć” rzeczy.

Pierwsza – że nie  warto się do rzeczy przywiązywać. Stracę wszystko, co na początku wpisu napisałem, że mam. Więc nie warto za bardzo przyzwyczajać się do myśli, że to jest moje i uzależniać się od tych rzeczy.

Druga – że jak coś mam – nawet jeśli wiem, że chwilowo – to powinienem o to dbać. Dlatego, że prawdopodobnie kiedyś będzie to służyć komuś innemu, a nie chcę przecież dać komuś lipy.

A z takiego podejścia płynie wolność. Bo wtedy to nie rzeczy mnie posiadają, tylko ja mogę – przynajmniej tymczasowo -posiadać je. Posiadać je lepiej, niż posiadałem wczoraj.