Misja jąkały (Wj 6, 2-13, 28-30)

Nie znalazłem w internecie rankingu najpopularniejszych postaci biblijnych. Ale gdyby ktoś taki zrobił – Mojżesz raczej byłby w czołówce rankingu. Większość osób – nie tylko Chrześcijan – pewnie kojarzy go jako mężczyznę, który wyprowadził Żydów z niewoli egipskiej i przekazał im Prawo od Boga. Takiego wspomina go prawie całe Pismo Święte. Ja dzisiaj chciałbym przypomnieć, od czego Mojżesz zaczynał.

Ten wpis publikuję paręnaście godzin później, niż planowałem. Opis powołania Mojżesza trochę mnie przerósł i ostatecznie z jednego szkicu powstały dwa artykuły. W pierwszym z nich chcę wrócić do kwestii specjalności mężczyzny.

Księga Wyjścia zawiera dwa opisy powołania Mojżesza. Pierwszy – bardziej znany – opowiada o spotkaniu Mojżesza z Bogiem przy palącym się krzewie (Wj 3). Pewnie kiedyś do niego wrócę, ale dzisiaj chciałbym się skupić na drugim, opowiadającym o powołaniu Mojżesza już po jego powrocie do Egiptu. Widzę w nim historię życia zdecydowanej większości mężczyzn, których poznałem trochę lepiej. Swoją też.

Gdy czytałem przytoczony fragment Pisma Świętego uświadomiłem sobie, że Bóg w tym fragmencie powołuje Mojżesza po raz DRUGI. Mojżeszowi nie wystarczyło, że usłyszał głos z krzewu, który się nie spalał i wprost powiedział mu „Wyprowadź Izraelitów z Egiptu”. Co więcej – Mojżesz i za pierwszym, i za drugim razem chciał uciec od realizacji swojej misji i prosił Boga, żeby zlecił ją komuś innemu. Bał się jej podjąć.

Myślę, że jest to obraz wielu facetów. Niby chcieliby coś zrobić, ale za bardzo nie wiedzą, co. Nie próbują odkryć swojej specjalności życiowej. Tracą więc czas albo na bezczynność, albo na robienie rzeczy bylejakich i takich do których nie są przekonani. Może nawet w myślach niektórych pojawia się stwierdzenie „Jakby Bóg powiedział mi, co mam zrobić, to od razu bym się za to zabrał”. Przykład Mojżesza pokazuje, że jeśli ktoś nie chce podjąć swojej misji, to po prostu nie chce – i nawet, jeśli Bóg mu ją powie wprost, to nie będzie chciał jej podjąć. Na poszukiwanie swojej specjalności, swojej misji musisz wyruszyć sam i ją znaleźć. A w tym poszukiwaniu Bóg będzie Ci o niej nieustannie przypominał  – nie tylko dwa razy, jak Mojżeszowi – przez Twoje pragnienia. Jemu naprawdę na Tobie zależy i On wie, że bez odkrycia swojej specjalności nigdy nie będziesz w pełni sobą.

nasze pomysły na realizację specjalności może i nie są złe, ale po prostu Bóg ma lepsze

We wpisie o specjalności skupiłem się na tym, że wskazówką w jej odkryciu może być dla Ciebie to, co Ci dobrze wychodzi i co daje Ci satysfakcję. Po przemedytowaniu opisu powołania Mojżesza muszę zrewidować swój pogląd i przemyśleć to na nowo – jego misja była totalnym jego umiejętności. Bóg wręcz oparł ją na tym, co Mojżeszowi nie wychodziło i czego nie lubił – na mówieniu do ludzi. Mojżesz się jąkał i był „słaby w mowie”. Dlatego bał się podjąć swojego zadania i prosił Boga o przydzielenie go komuś innemu.

Może akurat jesteś w sytuacji gdy przeczuwasz, co powinieneś w życiu robić, ale nie czujesz się do tego jeszcze gotowy. Jeśli tak, przeczytaj sobie na głos połowę Księgi Wyjścia, całą Księgę Kapłańską i Księgę Powtórzonego Prawa (możesz w trzech sesjach). A teraz wyobraź sobie, jak musiał to wszystko Mojżesz przekazywać Izraelitom (lub nawet tylko Aaronowi, który to podawał dalej).  Pomyśl, jak musiały wyglądać jego rozmowy z Izraelitami w Egipcie, gdy opowiadał im o wolności. I namówił ich na wyjście z niewoli, chociaż początkowo tego nie chcieli.

Patrząc na jąkanie się Mojżesza pomyślałem, że nasze pomysły na realizację specjalności może i nie są złe (tak, jak Mojżesz ubrał w dłuższe przemowy swojego brata), ale po prostu Bóg ma lepszy pomysł i powinniśmy zgodzić się na Jego plan. Zrealizować swoją misję tak, jak On tego chce – wtedy nasze słabości nie będą nam w tym przeszkadzały. On zbuduje z nich sukces.

zdjęcie: commons.wikimedia.org, CC-BY-SA

Mojżesz w końcu przyjął swoją misję (i wynegocjował to, żeby Aaron mu pomagał). Pewnie pełen entuzjazmu poszedł do Izraelitów i powiedział im „Chodźcie, wyprowadzę Was z tych robót przymusowych!”, a oni… powiedzieli mu, że tego nie chcą. Byli „złamanego ducha”. Powiedzieli, że nie chcą żyć w wolności (co ciekawe – praktycznie aż do śmierci Mojżesza Żydzi będą mu wypominać, że kazał im wyjść z Egiptu – tak byli przyzwyczajeni do niewoli). Następna wymiana zdań z Bogiem pokazuje, że po tej pierwszej porażce Mojżesz już nie wierzył, że uda mu się zrealizować się w swojej specjalności i że jego jąkanie jest za dużą przeszkodą do wyprowadzenia Żydów z Egiptu. I to kolejna rzecz, którą pewnie większość z nas przerabiała. Przynajmniej mnie pierwsze porażki w jakimś temacie demotywują najbardziej. W historii Mojżesza Bóg pokazuje, że po prostu tymi porażkami nie trzeba się przejmować – On też je uwzględnił w swoim planie i trzeba dalej iść za Nim w swoją specjalność.

Mojżesz, chociaż bardzo się przed tym bronił, w końcu przyjął misję i zaczął ją realizować tak, jak Bóg mu to powiedział. Efekt – był chyba postacią Starego Testamentu, która żyła najbliżej Boga. „Twarzą w twarz, jak z przyjacielem” (i wtedy też się jąkał!). Jest też, według Żydów, najważniejszą postacią całego Starego Testamentu. Chcesz też do czegoś takiego dojść? Więc nie szukaj usprawiedliwień i wymówek tylko ruszaj w swoją misję pomimo niepewności, słabości i porażek!

  • Przy tym zdaniu kierowałem się Wj 33,11. Pwt 34, 10 też mówi o tym, że Mojżesz poznał Boga „twarzą w twarz”. Sam nie użyłem stwierdzenia „oglądał”, bo na podstawie tych fragmentów sam nie jestem przekonany, czy oznacza to oglądanie.

  • Tomasz

    Fajne bajki . Pierwsza z nich to cyt. …„Twarzą w twarz, jak z przyjacielem „.. Nikt nigdy nie oglądał Boga twarzą w twarz a na pewno nie Mojżesz .