Misja i zapłata (Mt 20, 1-16a)

Jeśli ktoś wybiera pracowników sezonowych przy uprawach, patrzy raczej na ich walory fizyczne. Ci, którzy wyglądają na silnych i wytrzymałych są zatrudniani w pierwszej kolejności. Słabeuszami nikt może się nie zainteresować. Bóg jednak najmuje także takich i płaci im tyle samo, co siłaczom. Nawet, jeśli przepracowali tylko jedną godzinę.

Przypowieść, którą można usłyszeć w czasie dzisiejszej Mszy, przypomina mi opowiadanie o stworzeniu świata z drugiego rozdziału Księgi Rodzaju. Na początku świata (Rdz 2, 15) Bóg stworzył ogród i poprosił człowieka, żeby się nim opiekował. W dzisiejszej Ewangelii mamy podobną sytuację: gospodarz-Bóg wychodzi i szuka kogoś, kto zająłby się Jego winnicą. Obydwie rozmowy różnią się jednak sytuacją. Adamowi Bóg zlecał zadanie przed grzechem pierworodnym. Człowiek wtedy miał wszystko, więc Bóg nie mógł mu niczym zapłacić. Adam pracował dlatego, że to leży w naturze mężczyzny. W dzisiejszej przypowieści Bóg rozmawia z człowiekiem grzesznym, więc pojawia się też zapłata. Nie dlatego, że Bóg chce nas kupić. Dlatego, że Bóg chce każdemu z nas coś dać. I właśnie o tę zapłatę rozchodzi się w dalszej części czytania.

Bóg w przypowieści o robotnikach i winnicy jest przedstawiony jako ktoś aktywny. Wychodzi i szuka ludzi, którzy chcą z nim współpracować i którzy chcieliby od Niego coś dostać. Wychodzi na plac aż pięć razy w ciągu dnia. Widzę tu przesłanie, że Bóg każdemu z nas wiele razy proponuje nawiązanie współpracy. Każdy z nas często dostaje od Niego ofertę odkrycia swojej osobistej misji i przystąpienia do jej realizacji. Niektórzy z nas reagują na to od razu i mogą pracować całe 12 godzin. Inni przez długi czas puszczają propozycję mimo uszu

w Niebie już naprawdę nie będziemy się przejmować tym, czy ktoś został najęty o pierwszej, czy o 11 godzinie

.Słuchając niedzielnego czytania zastanów się, jak Ty odnosisz się do swojej misji. Czy w ogóle ją znasz? Jeśli nie – w swojej modlitwie krzycz do Boga, żeby Cię najął. Żeby powiedział Ci, co jest Twoim zadaniem na świecie i przez to pozwolił Ci przygotować się na otrzymanie zapłaty. Nie bądź jak robotnicy, którzy potrafili cały dzień biernie stać i nic nie robić.

Pracownicy najęci popołudniu cały dzień stali na placu bezczynnie, chociaż w tym czasie cztery razy słyszeli od gospodarza ofertę pracy. Może uważali, że ta praca jest poniżej ich aspiracji albo chcieli znaleźć lepszą ofertę, ale w końcu – postraszeni wizją, że wracając do domu nic nie przyniosą – decydują się przyjąć pracę. Być może są to ludzie, którzy nie chcą nawiązać kontaktu z Bogiem, dopóki nie będzie to absolutnie konieczne. Pomimo ich niechęci i zachowywania postawy biernej – Bóg cały czas ponawia swoją ofertę. Mężczyźni na placu zaakceptowali ją w ostatniej chwili dnia.

Wyszli na tym całkiem nieźle – dostali tyle samo co ci, którzy pracowali dłużej. To jest esencja sprawiedliwości Boga. Nie naszej, statystycznej, która wyceniłaby koszt roboczogodziny i w ramach „optymalizacji kosztów” kazałaby wypłacić proporcjonalnie do czasu pracy. Bóg w swojej sprawiedliwości uwzględnia zarówno potrzeby, jak i potencjał każdego z robotników. Potrzeby – bo każdy ma taki sam koszt przeżycia dnia. Potencjał – bo najęci wcześniej byli, prawdopodobnie, silniejsi i mogli pozwolić sobie na dłuższą pracę. Tak samo jest z misją każdego z nas. Nikt nie dostanie takiego zadania, którego nie byłby w stanie zrealizować (1 Kor 10,13, 2 Kor 12,9). Zapłata za to jest jedna – Niebo. Dlatego, że każdy człowiek po prostu do życia w Raju został stworzony i tego potrzebuje.

zdjęcie: defenseimaginery.mil, CC-0

Podobnie, jak w przypadku przypowieści o synu marnotrawnym (Łk 15,29-30), Jezus zwraca uwagę na to, że nawet osoby będące blisko Boga nie rozumieją Jego sprawiedliwości. W dzisiejszej przypowieści robotnicy, którzy przepracowali cały dzień kłócą się, że powinni dostać więcej, niż było w umowie. Że należy im się coś ekstra w stosunku do tych, którzy pracowali krócej. Ci pracownicy są dla mnie obrazem ludzi, którzy traktują wiarę w sposób zadaniowy. Przestrzegają przykazań, chodzą na Mszę i do spowiedzi, ale w tle tego wszystkiego chcą handlować z Bogiem. Chcą za to dostać coś, czego inni – którzy tak nie robią – nie dostaną. Zamiast przyjaźni z Bogiem, wolą relację z nim sprowadzić do bilansu dobrych i złych rzeczy oraz zysków i strat. Mogą całe życie wypełniać obowiązki wiary, ale pominąć jej istotę – poznanie Boga. Jeśli widzisz w swojej wierze takie elementy – zrewiduj swoją relację z Bogiem i zastanów się, jak ją zmienić. Świętemu Piotrowi się udało (Mt 19,27), więc Ty też dasz radę.

Każdy z nas ma inne powołanie osobiste. Każdy może odkryć inną misję od Boga. Ale nagroda dla wszystkich będzie taka sama – świętość. I myślę, że w Niebie już naprawdę nie będziemy się przejmować tym, czy ktoś został najęty o pierwszej, czy o 11 godzinie.

  • Tomasz

    Tak św. Piotrowi się udało ale już Judasz , Ezaw . Kain itd . miał pecha .

  • Pozwolę sobie odpowiedzieć na ten komentarz mailowo, żeby zachować dyskrecję. Powinienem to zrobić do 24 h.

  • Sebastian

    Witaj Janku,ja mam problem innej natury .Przez wiele lat szukam swojej drogi zycia ,pasji lub pracy ktora bede kochal i cieszyl sie ze spotkalo mnie takie dobro .Dzis w pracy podczas pakowania ciastek do pudelka zrozumialem ze przegrywam swoje zycie …Robie cos czego nie cierpie ale robie ,brakuje mi odwagi i pomyslow .Ogolnie najwiekszym moim przekonaniem jest to ze absolutnie w siebie nie wierze w zadnym aspekcie zycia i traktuje siebie fatalnie…Moze to pozostalosc po niezbyt szczesliwym dziecinstwie.? W kazdym badz razie jest czasem bardzo ciezko sobie z tym poradzic …Nie umiesz,nie zaslugujesz ,cierp ,On dal rady ale Ty nie dasz ,Ty i taka dziewczyna ? w glowe sie puknij,zaslugujesz na ciezka prace za marne grosze do konca zycia ,nie spotka Cie nic przyjemnego ,glupku,idiota ,niczym Cie Bog nie obdarzyl …To tylko kilka przekonan ktore tworza moje zycie …Probowalem wszystkiego ale nic nie przynosi efektow .Modlitwa ,staram sie wierzyc ze Bog mnie wyslucha ,pomoze ale czasami jest tak ciezko ze poprostu nie mam sil na to…Brakuje nadzieji i wiary ,mam chyba przedstawionego boga na wzor ojca ale gdzie jest ten Pradziwey Bog ? Przeciez On wie ze sie z tym zmagam dlaczego mi nie pomoze ? No skoro jest inny niz moj bog w ktoreg wierze czemu sie nie ujawni ? Stracilem juz tyle lat swojego zycia ze zaluje wielu lat …Dziekuje i pozdrawiam…