Miejsce dla Ducha (J 20, 19-23)

Lubię w piątek wieczorem planować przyszły tydzień. Dzięki temu co rano mogę popatrzeć na listę i wiedzieć, co mniej-więcej będę danego dnia robił. Jeśli gdzieś nie popełniłem błędu, powinno mnie to prowadzić do tego, żeby za rok, dwa, pięć, piętnaście moje życie wyglądało w określony sposób. Ale przyznaję, że jeszcze nie umiem patrzeć na swoje plany w perspektywie paru tysięcy lat. Jeśli też masz z tym problem – przypatrz się ze mną co zrobić, żeby na takie plany się otworzyć.

Wieczorem w dniu Zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane.

Apostołowie na początku dzisiejszego czytania z Ewangelii według świętego Jana to grupka zastraszonych gości. Po śmierci Jezusa zatrzasnęli się we własnym gronie i odcięli się od całego świata zewnętrznego. I raczej nie zrobili tego po to, żeby spisać biznesplan dla Kościoła tak, aby za paręset lat była to największa organizacja religijna na świecie. Prawdopodobnie myśleli tylko o tym, jak przetrwać jeszcze parę dni i cichaczem uciec z Jerozolimy, żeby wrócić do swoich starych zajęć.

Ale Jezus wiedział, że dopóki będą żyli w strachu, nie będą mogli przyjąć Ducha Świętego i Kościół nie odpali. Dlatego nie przejął się temu, że chcieli się odciąć od wszystkiego, co było poza nimi, i zabrał się za szybkie przygotowanie ich do przyjęcia Ducha. W ciągu parunastu sekund potrafił przygotować bandę zalęknionych gości do tego, żeby poszli na cały świat i zanieśli Ewangelię każdemu – nawet mi i Tobie. Jak zrobił?

Potrzebował trzech etapów.

Najpierw pokonał ich strach. Bez żadnych wielkich znaków ale dość brutalnie. Nie stał u drzwi i nie kołatał – po prostu przeszedł przez wszystkie bariery, które oni postawili, żeby zabezpieczyć się przed innymi.

Potem powiedział im tylko dwa słowa: „Pokój wam!”. Nie czekał na ich pytania ani domysły, tylko prosto z mostu powiedział swoim uczniom, że przynosi pokój. Pewnie żeby nie mieli wątpliwości, że nie wróci do tematu ich zajęć po rozstaniu w Getsemani.

Gdy już to zrobił, pokazał im swoje rany. Tak, jakby chciał im pokazać, ile kosztowała Go droga, po której przyniósł im pokój. I że wcale nie był to spacer po parku w słoneczny dzień – nawet dla Boga nie była to droga łatwa.

A apostołowie wtedy się ucieszyli i to wystarczyło, żeby mogli przyjąć Ducha Świętego. A On zaczął działać w Kościele… I tak tych dwunastu rozpętało akcję, dzięki której dzisiaj na Mszy możemy przypomnieć sobie tamten moment.

Takiego przyjścia Ducha Świętego potrzebuje każdy z nas. Pewnie nie jeden raz w swoim życiu.

Każdy z nas potrzebuje darów Ducha Świętego, żeby w pełni się realizować. Ale pewnie większość z nas zamyka się w swoim strachu, jak apostołowie po Wielkim Piątku. Na szczęście, Bóg się nie poddaje. W końcu przyjdzie do Ciebie, żeby rozwalić Twój strach i przynieść Ci pokój płynący z Jego bliskości, choćby miał w tej drodze się poranić i umrzeć (no dobra, to już zrobił…). A potem da Ci radość, w której będziesz mógł otworzyć się na Ducha. Z Nim będziesz mógł robić takie rzeczy, że za dwa tysiące lat ludzie o nich będą jeszcze pamiętać