Męska rozmowa (Dz 2, 14-41)

Jednym z aspektów współczesnego pola walki, o którym mówi się relatywnie mało, są operacje psychologiczne (PsyOps). Niektórzy mówią, że to właśnie one są podstawą walki o „serca i umysły” ludności cywilnej i decydują o ostatecznym sukcesie operacji. Aby dobrze przeprowadzić taką operację, trzeba umieć rozmawiać z drugą stroną. Dlatego dzisiaj chciałem się zastanowić nad pierwszym dialogiem, jaki Kościół przeprowadził z wyznawcami innych religii.

W wybranym przeze mnie czytaniu z Dziejów Apostolskich spotykamy Apostołów tuż po zesłaniu Ducha Świętego. To wtedy w praktyce pierwszy raz zebrali się na odwagę i wyszli do ludzi. Ponieważ w Jerozolimie trwało święto, spotkali wielu zebranych Żydów, z którymi św. Piotr podjął rozmowę. Możemy więc zobaczyć w tym fragmencie dwóch mężczyzn, których łączyła wiara i wyznawane wartości, a różniła interpretacja wydarzeń sprzed dwóch miesięcy. Jest to sytuacja, w której istnieją podstawy do zawiązania przyjaźni, ale trzeba coś jeszcze zrobić w tym kierunku. Pierwszym brakującym ogniwem jest rozmowa i św. Piotr pokazuje, jak powinno się rozmawiać z mężczyzną tak, aby go przekonać i nawiązać z nim relację.

 Nie indoktrynuje – informuje i daje im to do przemyślenia.

Piotr nie słodzi i nie ściemnia Żydom w Jerozolimie. Mówi wprost „tego Męża (…) przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście”. Podstawą każdej rozmowy powinna być szczerość. Często spotykam się ostatnio z tendencją do owijania w bawełnę, żeby kogoś nie urazić. Św. Piotr nie boi się powiedzieć, że ten drugi coś zawalił.

Ale św. Piotr nie zatrzymuje się tylko na powiedzeniu, co Żydzi zrobili źle. Bo i samo wytknięcie błędów nie wystarczy. Trzeba powiedzieć o nich tak, żeby druga osoba faktycznie je zauważyła. Św. Piotr wyjaśnia to Żydom przez coś, co każdy z nich dobrze znał – Stary Testament. Rozmawia odwołując się do tego, co jest wspólne dla niego i każdego z zebranych, a nie przez to, w czym czuje swoją przewagę. Zamiast odwoływać się do słów i działalności Jezusa (który dla niektórych z adresatów przemowy może być postacią szemraną i podejrzaną), mówi o Jego przodku – królu Dawidzie – którego każdy Żyd szanuje. Nawet nie mówi, że jeśli nie widzą połączenia pomiędzy dwoma sprawami, to są głupi albo gorsi. Po prostu podaje argumenty na ich miarę. Nie indoktrynuje – informuje i daje im to do przemyślenia.

zdjęcie: defense.gov, CC-0

Efekt? Zrozumieli. Uwierzyli. Po mowie Piotra do raczkującego Kościoła przyłączyło się około trzech tysięcy mężczyzn. Tak właśnie można stworzyć porozumienie pomiędzy dwoma facetami. A dlaczego św. Piotr mógł powiedzieć to tak, żeby ich przekonać? Myślę, że jego zaletą było to, że sam kiedyś nie uwierzył w Zmartwychwstanie. Wykorzystał swoją porażkę do zbudowania na niej sukcesu. Sukcesu, który przyniósł plon prawie trzystukrotny.

W przytoczonym fragmencie można też zauważyć, że Kościół od zesłania Ducha Świętego charakteryzował się duchowością operatora-paramedyka. Nawet, jeśli w czasach Apostołów nikomu się nie śniło o istnieniu oddziałów specjalnych w dzisiejszym znaczeniu. Apostołowie nie mają przewagi liczebnej (a nawet jest ich kilka tysięcy razy mniej, niż Żydów w Jerozolimie), ale podejmują wyzwanie i wychodzą ze swoją misją. Wiedzą, że ich siła nie bierze się z ilości, tylko jakości. Tego, co mają w sobie. I odnoszą spektakularny sukces.

Szczerość i znalezienie wspólnego języka. Taka rozmowa pozwala poznać drugiemu mężczyźnie jego błędy i naprawić je. Tylko przez taką rozmowę można pomóc drugiemu mężczyźnie stać się lepszym.