Kult nadgodzin

Gdy skończyłem studia i zacząłem pracę zawodową w jednej z firm o korzeniach państwowych, zauważyłem tam nastawienie „To dobry pracownik, siedzi w pracy do późna”. Dość szybko zauważyłem, że panuje tam swoisty kult nadgodzin – coś, co znałem dobrze z opowieści rodziców i znajomych. Ostatnie wyniki statystyczne pokazują, że jest to ogólnopolska przypadłość.

Dane Eurostatu i GUS są bezlitosne. ponad 1/8 Polaków pracuje ponad 50 godzin tygodniowo. Średnio pracujemy 41 godzin każdego tygodnia. Obliczając PKB, jakie każdy z nas wypracowuje w ciągu godziny – jesteśmy na 24 miejscu w Unii Europejskiej. Czyli nie dość, że siedzimy w pracy długo, to jeszcze mało w tym czasie produkujemy.

Oczywiście, statystyka jest czystą statystyką o ograniczonym zakresie analizowanych danych. Na pewno są osoby, które wyrabiają nadgodziny tylko dlatego, że pracując mniej nie zarobiłyby na życie (co też uważam za chore, żeby nie było). Ale myślę (a statystyki o niskiej produktywności wydają się to potwierdzać), że większość polskich nadgodzin wynika albo z nieefektywnej pracy pracowników, albo z braku umiejętności zarządzania wśród kadry zarządzającej.

Nieefektywna praca to często wynik naszego systemu szkolenia. Jeśli dobrze się orientuję, w szkołach nie uczy się metod efektywnej pracy. Widać to nawet w prostych sprawach: jak jeszcze byłem uczniem, często nauczyciel doradzał komuś uczyć się więcej, ale nigdy nie słyszałem, żeby jakiś nauczyciel radził uczyć się lepiej. Po takiej edukacji wychodziliśmy ze szkoły z zakodowanym na jakimś poziomie świadomości przekonaniem że żeby coś robić dobrze – trzeba to robić długo. Sam jeszcze w liceum wpadłem w pułapkę takiego myślenia. Potem przenosimy ten tryb myślenia na studia – już jako prowadzący zajęcia często słyszałem, „Dlaczego dostaliśmy za to sprawozdanie mało punktów, przecież pisaliśmy je 10 godzin!”. No i wynosimy to dalej, do pracy, gdzie takie zachowanie przenosi się na nadgodziny.

Winę widzę także po stronie przełożonych – znam wiele przypadków, w których przełożony po prostu nie ma pojęcia, ile może dana czynność zająć i nakłada na pracownika tyle obowiązków, że ich wykonanie w ustawowym czasie pracy jest niemożliwe. Często też podstawą do premiowania i wyróżniania pracowników jest czas, jaki spędzają oni w firmie, co znowu nakręca spiralę zostawania pracowników po godzinach.

Swoją drogą, chociaż w Wojsku Polskim akurat rygor ośmiu godzin pracy każdego dnia jest raczej przestrzegany, to nadal często „dobre szkolenie” jest synonimem „szkolenia, do którego przygotowano dużo dokumentacji”. Ot, taka lokalna odmiana oceny po ilości, a nie po jakości.

często nauczyciel doradzał komuś uczyć się więcej, ale nigdy – uczyć się lepiej

I tutaj dochodzimy do sedna kultu nadgodzin. Przełożony nakłada na pracownika nadmiar zadań i jasno daje do zrozumienia, że podstawowym kryterium oceny jest liczba przepracowanych godzin. Pracownik widzi, że i tak nie wyrobi się ze wszystkim, więc nie stawia sobie za cel wypełnienia wszystkich zadań. A żeby wypełnić czas – zaczyna w miejscu pracy zajmować się rzeczami prywatnymi i dzięki temu zostaje dłużej. Dostaje za to nagrodę, więc jego motywacja do niższej produktywności została wzmocniona i powoli przyzwyczaja się do takiego trybu działania.

Głupie, prawda? Wiem, na pewno mój obraz nie jest kompletny i nie występuje w każdym przedsiębiorstwie. Nie znam rzeczywistości korporacji – może tam wygląda to inaczej. Znam też firmy – zwykle małe – które są naprawdę rewelacyjnie zarządzane. Ale myślę, że naprawdę niewielu pracowników stale próbuje rozwijać swoje umiejętności efektywnej pracy i nie każdy pracodawca wie, czego tak naprawdę wymaga od swoich pracowników.

Ale mam nadzieję, że jak najszybciej dojdziemy do stanu, w którym pracodawca będzie dawał pracownikowi racjonalne zadania i nagradzał go za ukończenie ich w jak najkrótszym czasie. Że więcej pracodawców zauważy, że często efektywność można zwiększyć przez skrócenie wymaganego czasu pracy, a nie jego wydłużenie. Że pracownik, który ma dużo wolnego czasu – i dobrze go wykorzystuje – jest bardziej efektywny w ciągu tych godzin, które spędza w pracy.

Może masz wpływ – jako pracownik lub pracodawca – na polepszenie sytuacji. Jeśli tak – może to właśnie moment, w którym możesz coś zrobić, żeby nie tylko podciągnąć Polskę w rankingach statystycznych, ale też poprawić swoje życie?