Kryzys męskości (Jdt 8, 9-36)

Ostatnio w paru miejscach słyszałem lub czytałem o kryzysie męskości. Fragment Księgi Judyty, nad którym chcę się dzisiaj zatrzymać pokazuje, że wcale to nie jest bolączka naszych czasów. Ten wpis może jest trochę przydługi, ale muszę przyznać, że przytoczony fragment Pisma Świętego mnie szczerze zbulwersował i pewnie jeszcze parę razy odniosę się do niego.

Jest to długi fragment, więc nie będę go tutaj przytaczał w tłumaczeniu Edycji św. Pawła, które czytam obecnie. Fragment w tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia znajdziecie np. w serwisie TwojaBiblia.pl.

Botticelli - Return of Judith, (CC-BY-SA), http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/c/cd/Botticelli_-_Return_of_Judith.jpg
Botticelli – Powrót Judyty

Najpierw mały wstęp historyczny. Krytycy i badacze raczej opowiadają się za tym, że cała Księga Judyty ma charakter przypowieści – między innymi przez imię głównej bohaterki („Żydówka”) oraz poplątanie faktów historycznych z różnych epok. Dla mnie to tak, jakby autor natchniony chciał przekazać czytelnikom, że to jest historia, która się dzieje cały czas i u każdego z nas.

Przed wspomnianym fragmentem mamy opis oblężenia Betulii – niezidentyfikowanego (a więc znowu – każdego możliwego) miasta, w którym żyje tytułowa bohaterka. Po 34 dniach oblężenia mieszkańcy dają władzom miasta, a starszyzna Bogu, pięciodniowe ultimatum – jeśli po 39 dniach oblężenia Bóg ich nie wybawi, oddadzą miasto wrogu bez walki.

I tu każdy mężczyzna powinien się zacząć zastanawiać, że coś z nimi było nie tak. We wczorajszej Ewangelii Jezus pokazał, że czterdziestodniowe wyzwanie pozwala na odkrycie siebie i przemianę. Tutaj mamy o dzień za krótko. Dla mnie wygląda to tak, że mieszkańcy Betulii (a autor, jak to było w czasach powstawania księgi, ma tutaj na myśli mężczyzn) chcą sobie skrócić wyzwanie i nie dotrwać do jego końca. Znam to dobrze z mojego codziennego życia i Ty pewnie też znasz – przecież można odpuścić ten kilometr, jeden trening, jedno czytanie, coś zrobić gorzej, zrezygnować z jakiegoś wysiłku. Pewnie każdy facet tak ma i, jak już pisałem we wpisie o selekcji, jedyna różnica pomiędzy tymi, którzy przechodzą selekcję i tymi, którzy jej nie kończą leży w tym, jak na takie momenty zwątpienia reagujemy. Betuliijczycy nie potrafili wytrzymać trudów i poddawali się, chociaż wygrana była już tylko o dzień od nich.

I tutaj na scenę wchodzi Judyta. Kobieta, wdowa – osoba, która w czasach Izraela była na marginesie społecznym. W zacytowanym przeze mnie fragmencie przywołuje do siebie znajomych starszych miasta (mężczyzn!!!) i musi im zrobić wykład, w którym wskazuje, że nie zachowują się odpowiedzialnie względem mieszkańców, nie potrafią dostrzec i podjąć wyzwania zesłanego im przez Boga, nie potrafią odczytać Słowa Bożego i mogą ściągnąć hańbę na siebie i całego Izraela. Przypomina im cuda, jakich dotychczas Bóg dokonał i próbuje ich przekonać, że przecież to Bóg jest ich Panem, a nie oni Jego, więc powinni mu zaufać i wytrzymać dłużej.
Wyobrażam sobie, że do starszyzny raczej wybierali osoby uważane za mądre i doświadczone. I jak tacy faceci reagują na słowa Judyty? Można to streścić: „Tak, masz rację, absolutną. Więc pomódl się za nas, żeby Bóg zesłał nam deszcz i wodę”.

Widzicie to? Mamy facetów, którzy w obliczu zagrożenia życia nie potrafią podjąć wyzwania. Aż kobieta musi ich upominać i przypominać im, kto tu jest mężczyzną. A oni co? Proszą ją, żeby to ona się pomodliła o takie rozwiązanie, przy którym nadal nie będą musieli sami nic robić.

Po tym Judyta przechodzi do ostatecznej próby – skoro oni nie chcą nic zrobić, to zapowiada, że już ona pójdzie walczyć z Holofernesem. Co jej odpowiada król? „<<Idź w pokoju, a Pan Bóg niech cię prowadzi, aby zemścić się na naszych wrogach.>> Po czym wyszli z namiotu i udali się na swoje stanowiska”. Czyli nawet widząc, że kobieta jest w stanie stanąć za nich do walki nie potrafią się do niej zmobilizować. Wracają na swoje stanowiska, czyli idą dalej czekać biernie na rozwój wypadków. Chowają się za nią.

Myślę, że ten opis pokazuje, że zawsze będą chłopcy, którzy boją się wyzwania i wolą schować się za kobietą (mamą, żoną), żeby to ona je podjęła w czasie, gdy oni siedzą bezpiecznie w miejscu i czekają na jej powrót. Zastanów się, czy ostatnio czegoś tak nie zrobiłeś. Jeśli tak – przestań. To mężczyzna ma iść na pierwszą linię walki. Tam jest miejsce operatora.