Kryjówki (Mk 1,29-39)

Mam wrażenie, że dzisiejsza Ewangelia jest „snajperska” – mówi o tym, jak ukrywają się mężczyźni. Święty Marek pokazuje, że od samego początku Kościoła mężczyźni próbowali się w nim ukrywać na różne sposoby – i doświadczenie pokazuje, że tak samo próbują dzisiaj. Ale tylko na jednej z opisanych kryjówek warto się wzorować.

Historię uzdrowienia teściowej Szymona-Piotra słyszałem już wiele razy. Ale jest tam zdanie, które zauważyłem dopiero teraz: „Zaraz powiedzieli Mu o niej”. Wcześniej wydawało mi się, że albo Jezus zobaczył chorą teściową, albo Piotr Mu o niej powiedział. Ale nie – w tym zdaniu ewidentnie występuje liczba mnoga. Co prawda mogę się tego tylko domyślać, ale może Piotr wcale nie chciał się z Jezusem dzielić chorobą swojej teściowej. Może myślał, że jak będzie cicho leżała w drugim pokoju, to Jezus się o niej nie dowie i tak naprawdę wkurzył się, gdy Jan, Jakub i Andrzej powiedzieli Jezusowi o jego tajemnicy.

Jeśli tak było, to jest to pierwsza kryjówka mężczyzn w Kościele – kiedy próbują Bogu wmówić, że wszystko u nich gra i jest super. Równocześnie mają nadzieję, że Bóg nie zauważy, że tak naprawdę noszą w sobie chorobę, którą chcą ukryć. Że jak mu się powie, że jest OK, to nie będzie za bardzo grzebał i nie dowie się prawdy. A wtedy sumienie nie będzie przypominało o tym, że z daną słabością możnaby powalczyć. Wolą udawać przed sobą, że nie muszą nad sobą pracować chociaż wiedzą, że to kłamstwo. Przy okazji, w młodych uczniach Jezusa widzimy też facetów, którzy od razu wskażą Bogu takiego kogoś i skupią swoją modlitwę na pokazywaniu Bogu, co próbują ukrywają inni. Bo przecież łatwiej jest mówić o innych, niż o sobie – szczególnie w przypadku słabości.

wykorzystaj czas, kiedy wszyscy w domu (oprócz Ciebie) będą spać, jako swoją pustynię, na której będziesz mógł się modlić

Co do teściowej Piotra – póki co nie dowiemy się, czy Szymon chciał, czy nie chciał, żeby Jezus o niej wiedział. Wiemy za to coś o innych mieszkańcach Kafarnaum: dopiero po zachodzie słońca zaczęli przychodzić do domu Szymona, żeby Jezus im pomógł. Przychodzili w nocy z chorymi i opętanymi. Nie skorzystali z tego, że widzieli cud w synagodze i mogli wtedy podejść do Jezusa. Nie zaczęli oblężenia domu Szymona i Andrzeja w dzień. Dzisiaj nie byłoby w tym nic dziwnego – w końcu jesteśmy aktywni przez całą dobę. Ale dwa tysiące lat temu w nocy generalnie się nie chodziło. Noc była czasem odpoczynku i spraw domowych. Spraw, które nie powinny wychodzić na zewnątrz.
Ewangelista zaznaczył, że pod domem rybaków zebrało się nie kilka czy kilkanaście osób, ale całe Kafarnaum. Każdy, kto mieszkał w tym mieście, znalazł w sobie coś, co chciał ukryć przed innymi, ale pokazać Jezusowi. I pewnie wiele osób się zdziwiło, gdy zobaczyło znajomego lub sąsiada idącego w tę samą stronę o dziwnej porze. Myślę, że nawet śmiesznie musiało to wyglądać, gdy każdy próbował wytłumaczyć swój nocny spacer i udawać, że wcale nie idzie pod dom Szymona i Andrzeja.

To druga kryjówka stosowana przez mężczyzn. Tacy mężczyźni chcą przyjść do Boga ze swoją słabością. Chcą pokazać Mu, że coś w życiu im nie gra. Za to za wszelką cenę nie chcą, żeby ktokolwiek inny się o tym dowiedział. Nie chcę powiedzieć, że trzeba od razu każdym swoim grzechem się chwalić (chociaż, niestety, dużo osób właśnie do tego używa mediów społecznościowych). Zdecydowanie uważam, że trzeba wiedzieć, co komu można powiedzieć Chodzi mi tylko o jedno z największych i najczęściej powtarzanych dzisiaj kłamstw: „U mnie wszystko w porządku”, przez które obojętniejemy względem siebie i innych. Odpowiednio zaufanym osobom powiedzieć coś o swoich trudnościach, żeby mogły pomóc w rozwiązaniu problemu. A tym, do których nie mamy zaufania – zawsze można powiedzieć „Wiesz, walczę teraz z problemem – pomódl się chwilę za mnie, jak będziesz miał czas”. I tyle. Nie trzeba udawać, że jesteśmy super, bez słabości i problemów.

Trzecim ukrywającym się w dzisiejszej Ewangelii jest Jezus, który rano poszedł i ukrył się przed innymi na pustyni, żeby się pomodlić. I to dobra kryjówka dla mężczyzny. Jezus poszedł się modlić, gdy wszyscy jeszcze spali – wiedział, że w dzień ludzie będą go potrzebować. Poszedł na miejsce pustynne – żeby spotkać się tylko z Bogiem. I nie ma nic napisane o tym, jak się modlił albo o czym mówił Ojcu – tylko On to wie.

Znajdź w tę niedzielę czas, kiedy wszyscy w domu (oprócz Ciebie) będą spać. Może być to rano lub wieczorem – ale zrób to tak, żeby modlitwa nie zabierała Cię Twoim bliskim. Wykorzystaj tę ciszę jako swoją pustynię, na której będziesz mógł modlić się do Boga w sposób, który tylko Wy dwaj znacie. Niech to będzie Twoja jedyna kryjówka, do której będziesz czasem wracał.