Jezus w centrum grzechu (Mt 14,22-33)

Myślę, że historia z dzisiejszego czytania była niewłaściwie wykorzystywana tysiące razy. Przeciwnicy Ewangelii używali jej do pokazania, że dzieje Jezusa są zmyśloną historyjką i naśmiewania się z Chrześcijan, którzy nie potrafili chodzić po wodzie. Misjonarze, znający lokalne mielizny, używali jej do uzasadnienia swoich sztuczek. Dlatego chciałbym Cię zachęcić dzisiaj do wejścia głębiej w dzisiejszy fragment opisany przez św. Mateusza. Popatrzmy na symbolikę opisanych wydarzeń.

Na początku czytania najbliżsi współpracownicy Jezusa są od niego oddzieleni. Jezus poprosił ich o wypłynięcie, ponieważ chciał więcej uwagi poświęcić tłumom, które przed chwilą nakarmili oraz pobyć na samotności z Ojcem. Niektórzy z Apostołów byli dość porywczymi facetami, więc myślę, że wypływają z poczuciem, że ich Nauczyciel wolał zostać z tymi innymi i nie czują się z tym zbyt fajnie. Szczególnie, że chwilę wcześniej na oczach paru tysięcy ludzi pokazał im, jak bardzo są ułomni. W takim nastroju łodzią coraz dalej i dalej od brzegu.

Widzę w tym obraz wielu mężczyzn, którzy oddalają się od Boga bo wydaje im się, że „On woli tych innych”. Przez takie oddalanie można znaleźć się w sytuacji takiej, jak Apostołowie – są w łodzi, ale to, co ich otacza to symbole zła. Woda była uważana za siedlisko złych duchów. Noc – za porę ich działania. Fale i silny wiatr czasem w Piśmie Świętym pojawiają się jako działanie szatana. Tak więc Apostołowie, może obrażeni na Jezusa, wchodzą w obszar działania diabła. Odpływają od brzegu – wchodzą w grzech i zaczynają w nim trwać przez długi czas (czwarta straż nocna dyżurowała w okolicach godzin 3-6 nad ranem).

zdjęcie: unsplash.com, CC-0

Odpowiadając na ich zachowanie Jezus pokazuje, że chce przyjść do człowieka nawet, gdy ten jest w centrum działania grzechu. Jest to miejsce tak zaskakujące, że nawet Apostołowie się zdziwili, że Jezus do nich przyszedł. A ponieważ jednym z głównych skutków grzechu pierworodnego jest to, że się boimy, Jezus zaczyna rozmowę z Apostołami od „Nie bójcie się”. Biorą pod uwagę, jak często te słowa padają w Ewangelii myślę, że jest to pierwsza rzecz, jaką Bóg chce przekazać każdemu grzesznikowi.

Pierwszy na pojawienie się Jezusa reaguje Piotr. Jak to on – bardzo radykalnie. Pomimo swoich wątpliwości co do obecności Jezusa na środku jeziora, chce natychmiast wyjść z grzechu i tak, jak Jezus być ponad tym wszystkim, co złe dookoła. Udaje mu się to. To jest dobry wzór zachowania dla mężczyzny, który zgrzeszy: zobaczyć Jezusa i chcieć natychmiast wyjść ponad ograniczenie grzechu.

Jak często u św. Piotra, po wielkim sukcesie następuje porażka – pokusa powodująca jeszcze większe, bo tym razem całkowite, zanurzenie się w grzechu. Ale nauczony doświadczeniem Piotr nie próbuje już sam dopłynąć do łodzi. Nawet nie wątpi już w to, kto jest przy nim. Po prostu każe Jezusowi się ratować. A On to robi i ucisza całe zło, jakie było dookoła Apostołów.

Myślę, że ten fragment Ewangelii każdy mężczyzna powinien mieć przed oczami, gdy uświadamia sobie, że zgrzeszył. Wbrew temu, co czasami próbują wmówić niektórzy Katolicy – Bóg chce być bardzo blisko grzesznika. Żeby go uratować. Sam Jezus wielokrotnie to powtarzał. Dlatego jeśli będziesz na etapie uświadamiania sobie, co zrobiłeś nie tak – zobacz Jezusa stojącego tuż obok Ciebie i chcącego, żebyś razem z Nim wyszedł ponad całe bagno, w jakie się wkopałeś.

Odczytując na poziomie symbolicznym dzisiejszy fragment Ewangelii pamiętaj też o innej kwestii. Jest to historia dwunastu mężczyzn, którzy mocno oddalili się od Boga i weszli w grzech. Jedenastu z nich zostało uznanych za świętych. I to jest perspektywa, w jakiej powinieneś patrzeć na każdy swój grzech.