Jak się mają bawić dzieci?

Druga Wojna Światowa wybuchła dokładnie 75 lat temu. Czyli, na oko, teraz rośnie czwarte pokolenie od tego czasu. Zgodnie z zasadą „Trzeba pamiętać o swojej historii, bo inaczej napiszą ją inni” uważam, że trzeba mówić o niej dzieciom. Szczególnie, że to ostatnie chwile, aby mogły poznać historię IIWŚ z ust osób, które ją widziały. Dlatego chciałem dzisiaj napisać o sprawie związanej z przekazywaniem wiedzy o naszej historii najmłodszym – szczególnym placu zabaw.

W Szczecinie powstał pomysł, żeby nieużywany fragment terenu przekształcić w „militarny plac zabaw” im. Misia Wojtka. Chociaż wcześniej informacja ta obiła mi się o uszy, to sprawą bardziej zainteresowałem się po wpisie mojego znajomego na Facebooku o treści „Pogięło tych ludzi juz zupełnie. Pranie mózgu i promowanie degrengolady już od małego..” (pisownia oryginalna). Pod wpisem w dyskusji stanąłem naprzeciw trzech osób, które uważają że przez taki plac zabaw promuje się wojnę wśród dzieci jako coś pozytywnego. Przeglądnąłem też komentarze pod cytowanym artykułem i faktycznie, kilka osób uważa, że taki plac zabaw nie powinien się pojawić nawet w planach. Ponieważ wśród czytelników bloga są także rodzice, chciałem zaprosić Was do dyskusji na ten temat.

Jak byłem mały to bawiłem się w wojnę – i plastykowymi żołnierzykami, i ganiając po podwórku z patykiem lub czymś bardziej przypominającym broń. Co prawda plac zabaw (ani nic innego na osiedlu… no, poza jednostką wojskową, ale w jej pobliże nie mogłem się zapuszczać) nie miało przedrostka „militarny”, ale jakoś udawało nam się z kolegami zaimprowizować wszystko, czego potrzebowaliśmy. Okopy, wały, wzgórza, budynki… Jak wspomniałem w jednym z poprzednich wpisów, w trochę późniejszych czasach dużo grałem „Rainbow Six” i podobne gry komputerowe, gdzie strzelanie do przeciwników było jedną z najważniejszych czynności gracza. Czy jestem przez to psychopatycznym mordercą i patologią z marginesu społeczeństwa? Nie mnie to oceniać, ale na pewno się nie poczuwam.

zdjęcie: commons.wikimedia.org, CC-0
Czy Miś Wojtek pomoże przekazywać dzieciom prawdziwe wartości i zachęci do poznania historii Polski?

Według mnie militarny plac zabaw to naprawdę dobry pomysł. Przede wszystkim dlatego, że miejsc, gdzie dzieci mogą spokojnie się poruszać i uruchomić wyobraźnię jest coraz mniej. A jak są, to zwykle ogrodzone i dostępne tylko dla dzieci z jednego bloku. Ja na wizualizacjach widzę miejsce, gdzie dzieci mogą się poznać także z tymi z innego osiedla i zobaczyć coś ciekawego. Miejsce, gdzie mogą przyjść z pradziadkami i posłuchać właśnie ostatnich opowieści wojennych na żywo. Miejsce, gdzie mogą bawić się na przeszkodach i w ten sposób uczyć się wyznaczania sobie celów i dążenia do ich realizacji. I w końcu miejsce, które może dzieci odciągnąć od komputera i telewizora.

Zupełnie nie rozumiem głosów, że „militarny” plac zabaw będzie promował przemoc i pokazywał dzieciom, że wojna nie jest czymś złym. Podobnie jak tych żartujących, że na placu powinny być rozmieszczone miny przeciwpiechotne i atrapy rozerwanych ciał. Wydaje mi się, że osoby te trochę zapomniały, czym jest zabawa i na czym polega dziecięca gra. O tym, że toczy się ona w określonych ramach czasoprzestrzennych, w których obowiązują ustalone prawa i zasady.

To trochę straszne, że kilku facetów chce wychowanie swoich dzieci zwalić na plac zabaw.

Uważam też, że taki plac to świetna promocja naszej historii (przez studium przypadku: mieliśmy kiedyś niedźwiedzia, który został wcielony do armii jako żołnierz). Mała ciekawostka, która sprawi, że dziecko może chcieć poznać więcej historii swojego kraju. Zainteresowane dziecko, któremu rodzice pomogą rozwijać taką pasję, w odpowiednim wieku dowie się też o negatywnych skutkach wojny. Ale pewnie wtedy będzie już miało perspektywę, że Polska ma fascynującą, ponad tysiącletnią historię, w której powstawała z wielu kryzysów.

Widziałem też głos, że przecież można promować bardziej pozytywne wydarzenia historyczne, niż wojna. Można, ale II Wojna Światowa jest, według mnie, wydarzeniem które do dzisiaj mocno odczuwamy i które po 70 latach nadal kształtuje nasz światopogląd. Pomijanie jej albo próba zmniejszenia jej wagi byłoby po prostu okłamywaniem młodego pokolenia. I tak, jak pisałem we wstępie – to my musimy zadbać o pamięć o naszej historii.

Mam też przekonanie, nie wiem jak bardzo umocowane w badaniach socjologicznych, że wyparcie czegoś takiego jak „wojna” ze świadomości, obecne w cywilizacji zachodu od 100 lat, sprzyja rozwojowi konfliktów zbrojnych. Przykładem tego jest właśnie II Wojna Światowa lub obecna wojna na terenie Ukrainy. W tej kwestii Rzymianie mieli absolutną rację z „chcesz pokoju – szykuj się do wojny”. Więc może usuwanie z wychowania elementów militarnych nie jest najlepszą inwestycją w pokojową przyszłość następnych pokoleń?

A to, co przede wszystkim widzę we wszystkich wpisach krytykujących plac, to brak podstawowej cechy mężczyzny: odpowiedzialności. To trochę straszne, że kilku facetów (a przynajmniej na taką płeć wskazują ich nicki na forum) chce wychowanie swoich dzieci zwalić na plac zabaw. Podobnie jak to, że wiele rodziców o złe wychowanie dzieci oskarża szkołę, znajomych i środowisko dzieci, rząd, Kościół lub dowolną inną organizację. Chociaż w procesie wychowania ważna jest współpraca, to jednak rodzice i środowisko rodzinne jest ogniwem łączącym wszystkie inne punkty, w którym dziecko może się czegoś nauczyć. To w domu dziecko zadaje pytania na temat tego, co zobaczyło i powinno na te pytania dostać odpowiedzi. Jeśli zabraknie czasu, jaki rodzice spędzają z dziećmi, naprawdę nie będzie miało znaczenia, na jakim placu zabaw dzieci będą się bawiły.

Mam nadzieję, że podobnych placów zabaw będzie jednak trochę więcej. Szczególnie czekam na taki w Krakowie. I że wśród ojców znajdą się operatorzy-paramedycy, którzy będą potrafili przekazać swoim dzieciom prawdziwe wartości niezależnie od tego, na jakim placu zabaw będą się bawili.