Jezus jest bramą owczarni, zdjęcie: pablo-heimplatz@unsplash.com CC-0

I/O (J 10, 1-10)

Wiem, że niektórzy z Was pamiętają jeszcze czasy starych komputerów. Tych z kineskopowymi monitorami (kiedyś nawet z aż 8 kolorami albo z zielonkawą poświatą), gdy wyższy tower oznaczał często bardziej wypasiony sprzęt. W tamtych czasach porty w komputerze dzieliły się na te od „wejścia” i „wyjścia”. Chyba dopiero USB było pierwszym portem, który umożliwiał swobodną komunikację w dwóch kierunkach (poprawcie mnie, jeśli się mylę – tak naprawdę w tamtych czasach używałem głównie Atari albo Amigi, więc mogłem coś przeoczyć). Zastanawiam się, czy pomysłodawca USB nie wzorował się na obrazie z dzisiejszego czytania.

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec. Temu otwiera odźwierny, a owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, a owce postępują za nim, ponieważ głos jego znają. Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych. Tę przypowieść opowiedział im Jezus, lecz oni nie pojęli znaczenia tego, co im mówił. Powtórnie więc powiedział do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ja jestem bramą owiec. Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich owce. Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie paszę. Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby /owce/ miały życie i miały je w obfitości.

Pisałem już o tym, że Jezus w tym fragmencie nie mówi o sobie jakp o pasterzu. Jest bramą. Bramą, przez którą potencjalny pasterz dopiero musi przejść. I właśnie na tym chcę się dzisiaj skupić.

W przypowieści na początku czytania Jezus opisuje wyprowadzenie owiec z owczarni. Gdy to czytałem nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że w osobie pasterza opisuje idealnego lidera z dzisiejszych poradników coachingowych. Lidera, który:

  • nie wdziera się do owczarni – pozwala członkom zespołu zrozumieć sens zadania, a nie zmusza ich do robienia czegoś „bo trzeba”,
  • owce go słuchają – zespół mu ufa i wierzy w jego autorytet,
  • woła owce po imieniu – zna tych, którym przewodzi,
  • wyprowadza owce – pomaga członkom zespołu przekraczać granice,
  • kiedy wszystkie wyprowadzi – potrafi się dostosować do najsłabszych,
  • staje na ich czele – wytycza kierunek i nie boi się odpowiedzialności,
  • owce postępują za nim – zespół wie, że może na nim polegać,
  • owce znają jego głos – sam daje się poznać zespołowi i ludzie wiedzą, jak z nim współpracować.

Jest jednak jeszcze jedna rzecz, która odróżnia pasterza od złodzieja, a o której współczesne książki w większości milczą: pasterz musi przejść przez bramę – i to dwa razy, bo musi wejść i wyjść – a tą bramą jest Jezus. I na tym „wejściu i wyjściu” przez Jezusa skupię się dzisiaj. Jeżeli w tym momencie uważasz, że to nie wpis dla Ciebie, przeczytaj o tym, że jesteś powołany do bycia liderem.

Ewangelia zwykle jest bardzo precyzyjna, więc nie chodzi tutaj chyba o zwykłe spotkanie ze Zmartwychwstałym. To spotkanie lidera z Jezusem musi być bardzo bliskie – to ma być przejście przez Niego na drugą stronę. Kojarzy mi się to z Ewangelią sprzed dwóch tygodni, kiedy to św. Tomasz przekładał palec przez ranę Jezusa na wylot. To ma być pełne (oczywiście, w miarę naszych możliwości duchowych) zanurzenie się w Nim.

Po takim przejściu przez Jezusa-bramę owczarni trzeba przejść przez Niego drugi raz, żeby wyjść. Długo mnie to zastanawiało i dręczyło, aż w końcu odkryłem w tym „wyjściu” trzy znaczenia.

Pierwsze odnosi się do tego, że po spotkaniu z Jezusem lider wychodzi, czyli jest gdzieś posłany. W tym spotkaniu odkrywa kierunek – swoją specjalność – i owce, które ma poprowadzić, więc wychodzi realizować przyjęte powołanie. Bo pasterz idzie do owczarni w konkretnym celu i prowadzi owce na określone pastwisko.

Drugie znaczenie mówi mi, że przez Jezusa nie przechodzi się po to, żeby się z Nim gdzieś zamknąć i siedzieć sobie już na zawsze (bez  urazy dla zakonów kontemplacyjnych – wiem, że tam wcale tak życie nie wygląda). Spotkanie z Bogiem kieruje „na zewnątrz” – na zewnątrz mnie i na zewnątrz nas. Idę do Niego po to, żeby potem wyjść do ludzi i im o tym opowiedzieć. Bo pasterz przechodzi przez bramę dla owiec, żeby z nimi być, a nie dla samego bycia na terenie owczarni.

I trzecie znaczenie, trochę inne i może najtrudniejsze. Inne dlatego, że nie chodzi o to, że najpierw przez tę bramę wchodzę, a potem wychodzę. Chodzi o to, że przechodząc przez Jezusa gdzieś, równocześnie muszę skądś wyjść. Zostawić coś za sobą. Odejść od niektórych rzeczy. Bo pasterz nie może być równocześnie złodziejem.

Te trzy znaczenia łączy jedno: mówią o tym, że przejście przez bramę owczarni Jezusa nie jest końcem drogi. Jest tylko jej nowym początkiem.

Takim Pasterzem jest ten, który jest równocześnie bramą owczarni. Takiego Pasterza mamy naśladować przyjmując rolę lidera. Podejmiesz się tej misji?

I jeszcze na koniec – dla takiego lidera nie jest problemem nawet to, że musi kierować stadem baranów.