Instruktor

Spośród wielu książek napisanych przez byłych operatorów, szczególnie do gustu przypadł mi „Czerwony krąg” Brandona Webba. Chyba przez to, że jest to jedyna (jak na razie) pozycja wydana w Polsce, która została napisana przez instruktora jednostki specjalnej. I to bardzo widać w tym, jak autor pisze o metodach szkoleniowych stosowanych w US Navy SEALs zarówno w czasie jego szkolenia, jak i w czasie, gdy sam szkolił innych.

W siłach specjalnych instruktor to bardzo ważna funkcja. To on uczy młodych operatorów (i kandydatów na nich) procedur, technik, teorii. Ale instruktor nadzoruje także coś o wiele głębszego, co decyduje o sprawności przyszłego operatora: powstawanie odruchów, wyrabianie się pamięci mięśniowej, rozwój psychiki. Oprócz tego, instruktor musi umieć ocenić i zweryfikować szkolonych tak, aby z jednej strony motywować ich i nakłaniać do osiągania coraz lepszych efektów szkolenia, a z drugiej – wyłapać tych tych, którzy powinni już zakończyć szkolenie i rozstać się z (w Polsce) szarym beretem, bo ich dalsza służba byłaby marnowaniem pieniędzy podatników. Posiadanie wszystkich tych cech i kompetencji sprawia, że w oddziałach specjalnych tylko nieliczni zostają instruktorami.

Ale w życiu jest inaczej. Zaryzykuję stwierdzenie, że „instruktor” siedzi w każdym mężczyźnie i żaden mężczyzna nie będzie w pełni sobą, jeśli nie będzie pełnił w swoim życiu roli instruktora.

ko mężczyzna masz coś, co potrafisz robić jako jedyny na świecie

To, że instruktor siedzi w każdym facecie widać w różnych obszarach: uczenie dzieci w rodzinie, młodszych pracowników w pracy, kłótnie i wymądrzanie się w gronie znajomych, a nawet komentarze przed telewizorem „Ja to bym im pokazał, jak się gra/rządzi/bloga pisze/coś innego robi”. Jakaś część Ciebie chce, żebyś przekazał swoją wiedzę, umiejętności i wartości dalej. Żebyś spróbował zarazić kogoś tym, co wiesz i umiesz. Ale żeby w pełni wykorzystać tę cechę, powinieneś na początku zrobić dwie rzeczy.

Po pierwsze: przyjmij odpowiednią perspektywę. Jeśli patrzysz na innych jak na swoją konkurencję – przestań. To jedna z rzeczy, które mnie najbardziej uderzyły podczas spotkań z żołnierzami polskich Wojsk Specjalnych. Operator wie, ile jest wart i jaki poziom sobą reprezentuje. I wie, że przez to nie musi się bać konkurencji ze strony innych. Spróbuj przyjąć taką perspektywę w odniesieniu do innych. Tylko patrząc w ten sposób będziesz mógł zobaczyć dookoła siebie ludzi, którym możesz pomóc w rozwoju (albo na odwrót – którzy mogą pomóc w tym Tobie).

Po drugie: zadaj sobie bardzo ważne pytanie: co mogę przekazać innym? Mam przeczucie (niepotwierdzone badaniami), że jako mężczyzna masz coś, co potrafisz robić jako jedyny na świecie. Może nawet nie pod kątem tego, „co”, ale na pewno pod względem tego, jak to robisz. Masz co najmniej jedną rzecz, którą robisz niepowtarzalnie i, być może, najlepiej na świecie. Wiesz, co takiego jest w Tobie? Poszukaj w sobie takiego wyróżnika. Wtedy już łatwo, w odniesieniu do niego, zobaczysz całą masę innych wartościowych rzeczy, które możesz przekazać innym.

zdjęcie z archiwum autora, CC-BY-NC

Jeśli jeszcze nie widzisz siebie w roli instruktora – przygotuj sobie listę 10 wartościowych (według Ciebie) rzeczy, o których coś wiesz. Potem przeglądnij listę swoich znajomych i do każdej z tych rzeczy dopisz jedną osobę, której dana wiedza lub umiejętność może się przydać. Nauczenie tych 10 osób po jednej rzeczy może być Twoim celem na najbliższe parę miesięcy. Jeśli wdrożysz ten cel w życie, prawdopodobnie szybko zobaczysz pierwsze sukcesy, które poszczególne osoby osiągnęły dzięki temu, czego się od Ciebie nauczyły.

U mnie rozwój świadomości instruktorskiej zaczął się od pomagania kolegom w szkole podstawowej. Potem, w liceum, próbowałem udzielać korepetycji i… zobaczyłem, że nie o kasę chodzi w uczeniu innych. Potem przyszły czasy Maltańskiej Służby Medycznej, gdzie mocno rozwinąłem swoje skrzydła jako instruktor pierwszej pomocy przedmedycznej. Kilka razy zdarzyło mi się usłyszeć, że ktoś dzięki umiejętnościom wyniesionym z kursu podjął właściwe działania przy wypadku i muszę przyznać, że to niesamowite uczucie. Później zacząłem być instruktorem dla niektórych żołnierzy i nauczycielem studentów. Te wszystkie doświadczenia doprowadziły mnie do tego, że teraz z Tobą przez ten blog chcę podzielić się tym, co w swojej wiedzy uważam za wartościowe.

Jeśli będziesz miał odpowiednie nastawienie i wiedział, co Cię wyróżnia – inni sami przyjdą do Ciebie, żebyś ich uczył. Nie oznacza to, że będziesz mega trenerem i od razu zaczniesz zarabiać ciężką kasę na prowadzeniu zorganizowanych kursów. Możliwe, że Twoja realizacja w roli instruktora będzie polegała na tym, że raz na jakiś czas powiesz niektórym osobom jedno zdanie. Ale będzie to zdanie, którego nie mogą usłyszeć od nikogo innego i które zmieni ich życie. Tyle wystarczy. A jak zobaczysz efekty płynące z tego, czego inni się od Ciebie nauczyli, sam będziesz chciał rozwijać swoje talenty instruktorskie.

  • grzegorz

    „A jak zobaczysz efekty”

    1/A jak nie zobaczę to też będę belfer… taki charakter.

    2/Jedno ważne zdanie? Raczej nie misja instruktora lecz proroka.

  • Jeśli dobrze kojarzę, jedyne dwie książki wydane przez polskich byłych specjalsów to „Przetrwać Belize” Navala (http://www.znak.com.pl/pozostale-rabat-kod,ksiazka,3840,Przetrwac-Belize?gclid=CJvCgLWN2sACFW3JtAodBFQAPw) i „Trzynaście moich lat w JW GROM” Kisiela (www.trzynascie.com). Ale żaden z nich nie przyznaje się do bycia instruktorem.
    Oczywiście, nie wiadomo, co zostało wydane jako wewnętrzne podręczniki dla żołnierzy, ale chodziło mi tylko o pozycje rynkowe.

  • rubber

    Napisałeś, że jest to jedyna pozycja wydana w Polsce, a napisana przez instruktora jednostki specjalnej. To znaczy, że Polacy (instruktorzy w wojskach specjalnych) nigdy nie wydali żadnej książki? Jeśli się mylę, to napisz jakie znasz tytuły.