Identyfikacja nawyków

Skoro już wiesz, jak działają nawyki (a jeśli nie wiesz, to warto zerknąć do wpisu o pętli nawyku), chcę Ci dzisiaj powiedzieć jak możesz odkrywać swoje nawyki. Te, o których wiesz i te, o których jeszcze nie wiesz (to drugie jest o wiele ciekawsze).

Gdzie te nawyki?

Jak wspomniałem ostatnio, nawyki otaczają Cię praktycznie wszędzie. Co najwyżej możesz nie być tego świadomy. Dla przykładu podam Ci parę rzeczy, które ja robię nawykowo:

  • Modlitwa. W ogóle zastanawiam się, czy nawykom związanym z wiarą nie poświęcić osobnego wpisu… Ale do rzeczy. Często łapię się na tym, że modlę się nawykowo. Że jak zacznę jakąś modlitwę i przestanę się skupiać, to potrafię ją dokończyć i nawet tego nie zauważyć. Najczęściej zdarza mi się to z „Anioł Pański”. A najbardziej śmieszy mnie odkrywanie, czy częściej odmawiam ostatnio koronkę do Miłosierdzia Bożego, czy różaniec – jeśli stracę uwagę przy mówieniu „Składu Apostolskiego”, potrafię potem z automatu przejść do „Ojcze nasz” albo „Ojcze Przedwieczny”, w zależności od okresu.
  • Zamykanie drzwi w samochodzie. Gdy tylko wsiądę do samochodu, rygluję drzwi od środka. Jest to nawyk tak silny, że jeśli jadę z kimś, potrafię odruchowo zablokować mu drzwi, zanim zdąży je otworzyć i wsiąść.
  • Głodowanie na przystanku. Kiedyś odkryłem, że naprawdę dużo pieniędzy tracę na przekąski, których wcale nie chcę jeść. Przyglądnąłem się temu i wyszło mi, że jak czekałem np. na tramwaj na przystanku (albo na osobę przed spotkaniem), podchodziłem do kiosku czy jakiegoś sklepu i oglądałem, co jest na jego wystawie. I jak tak dochodziłem do części spożywczej kiosku, to zaczynałem czuć ssanie w żołądku i w końcu kupowałem coś, chociaż wcześniej wcale nie byłem głodny ani nie miałem na to ochoty.

O co będzie chodziło?

Zacznę od tego, co rozumiem jako „identyfikacja nawyków”. Chodzi mi o odkrycie całej pętli nawyku. Tak, jak pisałem w poprzednim tygodniu – najłatwiej jest zauważyć samo zachowanie nawykowe. I właśnie od tego trzeba zacząć. Niektóre ze swoich nawyków będziesz potrafił zidentyfikować sam, ale istnienia większości prawdopodobnie nawet nie podejrzewasz. O nich będziesz musiał dopiero się dowiedzieć. I pewnie będziesz miał z tym trochę roboty. A prawdziwa praca zacznie się dopiero później – gdy będziesz dowiadywał się, co wyzwala dany nawyk i jaką nagrodę za niego dostajesz. To jedziemy od początku.

Wykrycie czynności

Pierwsze, co musisz zrobić, to wykryć te czynności, którym chcesz się przyjrzeć. I tu problem w tym, że wiele ze swoich nawyków naprawdę trudno jest zauważyć. No bo jeśli coś robię bez udziału świadomości, to jak to znaleźć? Ja mam na to trzy sposoby, ale jeśli masz jakiś swój, to będę wdzięczny, jeśli zostawisz go w komentarzu.

Jeśli chcesz popatrzeć na swoje nawyki sam, możesz popatrzeć na to, co „robi się samo”. W takim sensie, w jakim napisałem o zamykaniu drzwi w samochodzie lub kontynuowaniu modlitwy. Sytuacje w których wiesz, że zacząłeś coś robić i nagle okazało się, że „jakoś to dokończyłeś”, to prawdopodobnie właśnie Twoje nawyki.

Drugim sposobem jest patrzenie na to, jak oddziałujesz na swoje otoczenie – zwłaszcza na osoby, które w jakiś sposób od Ciebie się uczą. Pisałem o tym już we wpisie o tajemnym know-how.

Ale samemu wszystkiego nie zauważysz. Dlatego, jeśli tylko masz możliwość, porozmawiaj o swoich nawykach z przyjaciółmi. Zapytaj ich, jakie nawyki u Ciebie zauważyli. I szczególnie skup się na tych, przy których zareagowałeś „Ale ja tak nie robię!”. Dobrą wskazówką będą też dla Ciebie sytuacje, w których ktoś zwrócił Ci na coś uwagę, a Ty chcesz zareagować „To ja tak zrobiłem?”.

Gdy już wykryjesz parę czynności, które możesz robić nawykowo, możesz się im dokładniej przyjrzeć. Tutaj tylko doradzę, żebyś, przynajmniej na początek, zajmował się jednym nawykiem w ciągu jednego dnia. Obserwowanie zachowania, na które normalnie nie zwracasz uwagi, wymaga trochę skupienia.

Ilościówka – metoda Templariuszy

Jeśli już masz jakieś zachowanie, które wydaje Ci się nawykowe, możesz sprawdzić, jak często wykonujesz daną czynność. Fabian Błaszkiewicz (jeśli dobrze pamiętam, w którejś z części „Synergii mocy”) podał metodę stosowaną podobno przez Templariuszy w celu sprawdzenia, jak często nawiedzają ich pokusy. Chodziło o wbijanie sobie szpilki w nasadę paznokcia. Wieczorem każdego dnia, po stopniu opuchnięcia palców, rycerz mógł oszacować, jak często musiał się zmagać z pokusami.

Nie chcę Cię namawiać do kaleczenia się, ale na pewno sam pomysł, żeby zaznaczać to, co chcesz w sobie poobserwować, ma sens. Zamiast szpilki wbitej w habit możesz użyć prostszych metod, na przykład:

  • oznaczać w notesie każde wykonanie czynności,
  • wiązać węzeł na sznurku,
  • klikać „klikaczem” (czy jest jakaś inna nazwa na to?).

Codziennie wieczorem sprawdź, ile razy danego dnia zarejestrowałeś wykonanie danej czynności. Przyjmując, że tak naprawdę zrobiłeś to więcej razy, niż zaznaczyłeś:-). Jeżeli po paru dniach obserwacji uznasz, że wykonujesz ją na tyle często, że warto coś z nią zrobić – przejdź do następnej fazy obserwacji.

Otoczenie

Zidentyfikowałeś już czynność, którą wykonujesz nawykowo. Wiesz już, że coś robisz i, mam nadzieję, potrafisz zwrócić na to uwagę. Teraz czas zająć się resztą pętli nawyku – czyli wyzwalaczem i nagrodą. Tym, co dzieje się zanim wykonasz czynność i po tym, jak ją wykonasz.

Tutaj chyba najprostszym i najskuteczniejszym narzędziem jest notes. Może być elektroniczny lub dźwiękowy w komórce. I możesz mieć świetną pamięć, ale lepiej nie myśl o tym, że na pewno wieczorem będziesz pamiętać wszystkie sytuacje. Zapisuj od razu, gdy zarejestrujesz nawyk. Co

Dwie rzeczy:

  • co robiłeś i czułeś tuż przed wykonaniem czynności,
  • co czułeś po wykonaniu czynności.

Analiza

Po paru dniach prowadzenia obserwacji usiądź i przeglądnij wszystkie wpisy dotyczące danego nawyku, szukając punktów wspólnych. Z czasem pewnie zaczniesz zauważać, że coś łączy sytuacje, w których wykonałeś nawyk – podobne rzeczy poprzedzają wykonanie czynności i podobne uczucia towarzyszą Ci po tym.

W niektórych przypadkach możesz tutaj spróbować poeksperymentować:

  • sprowokować to, co podejrzewasz o bycie wyzwalaczem i zobaczyć, czy wykonasz nawyk,
  • spróbować odciąć się od wyzwalacza i zobaczyć, czy przestaniesz wykonywać nawyk,

i w ten sposób zweryfikować swoje podejrzenia na temat danego zachowania.

Jeśli przyjrzysz się dokładnie danym, które zbierzesz, dobrze się nad nimi zastanowisz i poeksperymentujesz, w końcu zidentyfikujesz wyzwalacz i nagrodę swojego nawyku.

I co z tym zrobić?

Jak już wiesz, że coś jest Twoim nawykiem, co go wyzwala i jaką nagrodę za niego dostajesz, masz trzy opcje:

  • Jeżeli nawyk ani Cię grzeje, ani chłodzi – możesz być dumny, że go rozgryzłeś i żyć z nim dalej.
  • Jeżeli nawyk pomaga Ci żyć lepiej – na jego podstawie możesz budować swoje procedury i przekazywać go dalej jako swoje know-how.
  • Jeśli nawyk Ci jakoś przeszkadza – no cóż… może nie będzie to budujące, ale będziesz miał go już zawsze. Możesz co najwyżej zmienić czynność, która występuje pomiędzy wyzwalaczem a nagrodą. Ale o tym będzie jeden z dalszych wpisów.
  • Śledź następne wpisy – mam nadzieję, że po przeczytaniu jednego z nich poczucie oszukania minie.

    A tutaj tylko zaznaczę, że we wpisach o nawykach opieram się na wiedzy z „Siły nawyku”, gdzie przytaczają konkretne badania. Możliwe że są równoległe teorie w psycho/neurologii, według których nawyki są usuwalne. Uroki nauki:-).

  • Damian Rawski

    Jak to? Nie da się pozbyć nawyku? Czuję się oszukany, ponieważ wyglądało, jakby cały wpis dążył do tego, że ostatnim zamykającym zdaniem będzie: „A o tym jak pozbyć się niechcianego nawyku, przeczytasz w kolejnym wpisie” :(