Huzia!

Dwa tygodnie temu przez trzy dni w mediach pojawiała się dyskusja na temat zachowania pewnego ratownika medycznego, który jadąc prywatnym samochodem do wypadku złamał ileś-tam przepisów ruchu drogowego. Ogólnie odniosłem wrażenie, że wokół jego przejazdu stworzona została aura bohaterstwa. Sam muszę przyznać, że mam mieszane uczucia co do takiego zachowania.

Od razu powiem, że nie chodzi mi o sam przejazd. Myślę, że ten ratownik miał doświadczenie z jazdy karetką i doskonale wiedział, co robi, jakie przepisy łamie i co ryzykuje, jeśli gdzieś zabraknie mu szczęścia. Absolutnie też nie chcę krytykować tego konkretnego zachowania ratownika. Ale cała otoczka towarzysząca przejazdowi już budzi moje wątpliwości. Sam autor nagrania (i przejazdu) napisał, że „Film ma na celu promowanie prawidłowych postaw społecznych” – i to jest dla mnie coś, co niszczy cały wzór bohaterstwa kreowany wokół tego filmu.

Postawa społeczna jest, według mnie, czymś powszechnym. Tak więc podstawowe pytanie, jakie każdy powinien sobie zadać po oglądnięciu filmu to „Czy chciałbym, żeby każdy tak się zachowywał?”. Według mnie, jeśli zachowanie zaprezentowane na filmie byłoby powszechne, wcale nie poprawiłoby to bezpieczeństwa. Jedynie spowodowałoby to chaos i (prawdopodobnie) dodatkowe wypadki po drodze. Wystarczy sobie wyobrazić jak wyglądałaby droga przedstawiona na filmie, gdyby każdy stojący w korku porwał się do pomocy tak, jak autor nagrania.

Moje wątpliwości budzi też samo zachowanie ratownika przed i po rozpoczęciu przejazdu. Ratownicy są uczeni dydaktyki pierwszej pomocy, więc każdy z nich wie, że w czasie nauczania nie można pokazywać błędów. A na tym nagraniu są one ewidentne i nie chciałbym, żeby stały się one zachowaniem powszechnym.

Jeśli wsłuchasz się dokładnie w nagranie zauważysz, że ratownik nie sprawdził, czy jest potrzebny na miejscu wypadku – i z filmu ani materiałów prasowych wcale to nie wynika, że był. Wiedział, że jest osoba potrącona, że na miejscu jest Policja i karetka jest w drodze. Swój brawurowy dojazd rozpoczął bez dopytania o stan poszkodowanego, więc nie mógł określić, czy swoją wiedzą pomoże na miejscu wypadku. A wiadomo, że każda osoba niepotrzebna (nawet, a może szczególnie, dobrze wyszkolona) utrudnia prowadzenie akcji ratowniczej. Zwłaszcza osoba niepotrzebna, która za wszelką cenę chce coś zrobić.
Z informacji znalezionych w internecie nie zorientowałem się też, jaki był stan poszkodowanej i czy faktycznie obecność ratownika na miejscu wypadku kilka minut przed przyjazdem karetki coś mogła zmienić.

Na nagraniu widać też, że Policja nie wstrzymała ruchu w rejonie wypadku i na pasie obok poszkodowanej samochody jeździły normalnie. Ratownik (i większość osób w rejonie poszkodowanej) udzielał pomocy bez zabezpieczenia się dowolnym elementem odblaskowym. Wiem, to drobiazg. Ale zabezpieczenie siebie przed wejściem na miejsce wypadku to naprawdę podstawowa podstawa, o której trzeba mówić przy każdej okazji.

Tak więc całe nagranie ma dla mnie posmak trochę „huzia-na-Józia, jestem ratmedem, więc muszę być wszędzie gdzie coś się dzieje, nieważne co i nieważne jak tam dotrę, a potem pokażę, co zrobiłem”. Niestety, nie wygląda to dla mnie profesjonalnie i nie uważam tego za wzór zachowania dla ludzi.

Osobną sprawą związaną z filmem, jest to czy funkcjonariusze Policji są dobrze przygotowani do udzielania pierwszej pomocy. Rozumiem, że jeśli ratownik uznałby, że tak jest – prawdopodobnie nie musiałby podejmować swojej interwencji. Wiem, że w SPAT ratownictwo taktyczne stoi na dobrym poziomie i wielu funkcjonariuszy ma uprawnienia ratowników medycznych, a szkolenia faktycznie przygotowują do udzielania pomocy w warunkach bojowych. Jak to wygląda w przypadku funkcjonariuszy drogówki – nie wiem.

Naprawdę podziwiam umiejętności prowadzenia samochodu zaprezentowane na filmie i chęć pomocy. Zakładam, że ratownik naprawdę wiedział, ile ryzykuje takim łamaniem przepisów i pod tym względem zrobiła na mnie wrażenie jego odpowiedzialność. Ale nie chciałbym, żeby każdy kierowca dokładnie tak zachowywał się, gdy w jego okolicy zdarzy się wypadek. Ale na pewno każdy z zachowania tego ratownika może wyciągnąć dwie rzeczy:

nastawienie do pomagania,

przeszkolenie się w zakresie pierwszej pomocy tak, żeby być pewnym, że się jest wartościową osobą na miejscu wypadku.

Ale każde czynności z tego wynikające, zwłaszcza te radykalne, rób mądrze. Upewnij się, że Twoja obecność coś da na miejscu wypadku i pomagaj tak, żebyś wyszedł z tego cały. No i dodałbym do tych punktów od siebie: miej w samochodzie apteczkę, której na pewno potrafisz użyć.