kawę filtrujesz przed jej wypiciem, nie po, zdjęcie: patrick-fore@unsplash.com, CC-0

Filtrowanie na wejściu

Pamiętasz może chwilę, w której pierwszy raz wszedłeś na mój blog? Pierwszy artykuł, który tutaj przeczytałeś? Co Cię skłoniło do przebrnięcia przez cały tekst i dlaczego (o ile ten wpis nie jest Twoim pierwszym) wróciłeś, żeby przeczytać kolejne wpisy? Zapamiętaj odpowiedzi na te pytania. Po przeczytaniu całego wpisu będziesz wiedział, jak je wykorzystać.

Czym się różni Instagram od jednostki specjalnej? Instagram nakłada filtr po zrobieniu zdjęcia. Jednostka specjalna – filtruje operatorów przed zrobieniem im zdjęcia. Ta-dum-psst.

Jeśli przeczytałeś zeszłotygodniowy wpis o gadżetach pewnie pamiętasz, że opisałem w nim opartą o trzy pytania metodę oceny tego, czego naprawdę potrzebujesz. Ma ona jednak jedną dość poważną wadę: jest metodą oceny „po”. A to oznacza, że żeby ją zastosować, musisz poświęcić wcześniej trochę czasu na obycie się z gadżetem (a przypomnę, że gadżet może być zarówno rzeczą, jak i szkoleniem czy umiejętnością). Dopiero wtedy możesz odpowiedzieć na pytania, czy wykorzystując go zwiększasz swoje możliwości, czy poradziłbyś sobie bez niego i czy Cię on nie spowalnia. A wiesz dobrze, że tego czasu nie masz za wiele. Dlatego dzisiaj przedstawię Ci metodę alternatywną, pozwalającą na podjęcie decyzji przed zainwestowaniem swoich zasobów. A gdy poznasz siebie wystarczająco dobrze – decyzje podjęte na jej podstawie będą praktycznie tak samo dobre, jak te po długotrwałym testowaniu.

Co decyduje o sile jednostki specjalnej? Ludzie, którzy ją budują. Dlatego rekrutację do specjalsów można streścić stwierdzeniem „orły zostawiamy, resztę wywalamy”. Mówi się, że do początku kursu bazowego dochodzi mniej-więcej 1% kandydatów, którzy wysłali dokumenty rekrutacyjne do jednostki. A i z nich nie każdy zostanie operatorem. Takie podejście nie tylko pozwala zaoszczędzić pieniądze podatników i nie wydawać ich na szkolenie osób, które nie rokują na długą karierę w siłach specjalnych. Przede wszystkim pozwala skupić się w toku szkolenia na rozwoju mocnych sił świetnych kandydatów, a nie na naprawianiu słabości w tych „tylko” dobrych. Podejście to nazywam „filtrowaniem na wejściu” (chociaż informatycy mają pewnie na nie inną ciekawą nazwę).

Metoda takiego filtrowania przyda Ci się zawsze, gdy podejmujesz decyzję o zainwestowaniu swojej siły – w postaci czasu, pieniędzy, pamięci czy czegokolwiek innego. Na przykład przy wyborze misji, której się podejmiesz albo sposobu, w jaki ją zrealizujesz. Albo czy warto kupić dany gadżet.

O ile metoda trzech pytań opierała się na ocenie po owocach (Mt 7, 16), filtrowanie na wejściu to wiedza, na jakim drzewie warto szukać jakiego owocu (Łk 6, 44). Bo chyba wszyscy wiemy, że (bez interwencji Boga, a na szczęście On czasem lubi się wtrącić) „garbage in = garbage out'”. Filtrowanie na wejściu pozwala zlikwidować śmieci na wejściu, dzięki czemu masz w życiu mniej śmieci na wyjściu.

Pewnie już widzisz, gdzie jest haczyk. Żeby metoda u Ciebie zadziałała musisz wiedzieć, co jest śmieciem, a co nie. Tak, jak instruktorzy wojsk specjalnych wiedzą, jakie cechy są pożądane u kandydatów, a jakie będą przeszkadzały w dalszym szkoleniu i prowadzeniu działań. Do tego służą filtry, które musisz sam określić.

Dla mnie jednym z podstawowym filtrów są wartości. Czy dane działanie (bo głównie używam tej metody przy decydowaniu, jakiego działania się podejmę) jest zgodne z moimi siedmioma kluczowymi wartościami, czy nie. Jeżeli nie – coraz częściej odmawiam udziału w takich inicjatywach, żeby mieć więcej czasu na rzeczy naprawdę ważne.

Moim drugim filtrem są moje siła i honor. Decydując się na dane działanie patrzę, czy mam odpowiednią siłę i odpowiedni honor, żeby się go podjąć. Albo czy jego realizacja pomoże budować mi te cechy. Jeżeli nie – często rezygnuję.

To moje dwa podstawowe filtry. Jak widzisz, nie ma wśród nich „czy chce mi się” i „czy mam na to czas„. Dlatego, że jeśli jakieś działanie przechodzi selekcję na nich, to raczej będzie mi się chciało i znajdę na to czas. A jak jednak okaże się, że nie – wtedy pytam sam siebie, dlaczego tego jednak nie robię.

A co z obszarami innymi, niż zarządzanie czasem? Dokładnie to samo. Na przykład zakupy. Jeżeli uważam, że zakup czegoś nie jest zgodny z kluczowymi dla mnie wartościami, utrudni mi życie zgodnie z nimi albo nie wzmocni moich siły i honoru – nie kupuję. Jeżeli dana inwestycja nie jest zgodna z moimi wartościami – nie inwestuję. I tak dalej.

Oczywiście, Ty musisz wypracować swój własny system filtrów służący do filtrowania na wejściu. Dlatego zaczynając ten wpis zapytałem Cię o powody, dla których zdecydowałeś się czytać mój blog dalej. Była to decyzja, którą musiałeś podjąć po przeczytaniu kilku zdań albo kilku wpisów – inaczej byś nie czytał tych słów. Analizując ją możesz zauważyć, co Tobą kierowało przy jej podejmowaniu. To już jakiś punkt wyjścia do zbadania, jakich filtrów używasz na co dzień i czy nie chciałbyś ich zmienić. Zidentyfikowanie i wypracowanie swoich filtrów jest ciężką pracą, ale bardzo usprawnia podejmowanie właściwych codziennych decyzji.

I na koniec, żeby nie było tak restrykcyjnie – pamiętaj, że wszystkie filtry, które określisz, to tylko zasady. Jeśli dobrze je opracujesz – będą bardzo pomocne. Ale jeżeli mówić Ci „nie”, a pomimo to całym sobą czujesz, że powinieneś się na coś zdecydować – zastanów się, czy ich nie zignorować i ocenić decyzję dopiero po owocach.

Bądź więc jak instruktor jednostki specjalnej i filtruj na wejściu, podejmuj decyzje i oceniaj potem ich efekty, żeby usprawnić swoje filtry. Połączenie dwóch metod, które opisałem w tym i poprzednim wpisie – „filtrowania na wejściu” i „metody trzech pytań” – pozwoli Ci zaoszczędzić dużo czasu, stresu, pieniędzy… i pewnie jeszcze wielu innych rzeczy, ważnych konkretnie dla Ciebie. Ale to już musisz odkryć sam.

PS. Jeszcze mam dwa ogłoszenia na zakończenie tego wpisu. Komercyjne, ale wartościowe.

  1. Wspomniałem w tym wpisie parę razy o budowaniu własnej siły i nawet o finansach. Jeżeli chcesz połączyć te dwa słowa kluczowe, polecam Ci książkę Michała Szafrańskiego „Finansowy Ninja”. Przeczytałem ją tuż po premierze, zastosowałem parę rad i, chociaż jestem dopiero na początku drogi do bycia finansowym ninja, po roku stosowania tej wiedzy żyje mi się jakoś łatwiej. Jest to też świetny pomysł na świąteczny prezent dla kogoś, komu chcesz pomóc w zarządzaniu pieniędzmi. Wpisując przy zamówieniu kod rabatowy LAST-2017 zaoszczędzisz 15 zł na kosztach wysyłki.
  2. Kiedyś pisałem o jednym spotkaniu z Maciejem, które ogromnie wpłynęło na moje życie. Teraz Ty też możesz go spotkać na organizowanym przez niego szkoleniu z networkingu. Niezależnie od tego, czy faktycznie masz własny biznes, czy po prostu jesteś przedsiębiorczy – jestem pewny, że bycie w gronie 300 uczestników szkolenia jest wartościową inwestycją w siebie i dobrym prezentem dla samego siebie na nowy rok.