błogosławiąc, Bóg wykorzystuje efekt motyla, zdjęcie: MathiasReed@unsplash.com, CC-0

Efekt motyla (Mt 4, 12-23)

Kiedyś już pisałem, że dla Jana czas spędzony w więzieniu, chociaż pewnie odbiegał od naszego wyobrażenia więzienia, musiał być dla ciężką próbą. I to bez happy endu. Przynajmniej jeżeli ograniczymy tę historię tylko do niego. Bo dzisiejsza Ewangelia pokazuje, jak ważne było to wydarzenie dla historii Jezusa i całego Kościoła.

Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego, Droga morska, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło. Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie. Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim. I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu.

Na pierwszy rzut oka możesz chcieć mnie teraz zapytać „Ale o co come on? Jezus tylko zmienił obszar działania – wcześniej działał pewnie w okolicy Jordanu*, a teraz przeszedł do Galilei”. Dlatego chcę się z Tobą przyjrzeć dwóm szczegółom opisu początków działalności Jezusa według świętego Mateusza .

Pierwszy szczegół zauważyli pewnie wszyscy, którzy mają wbite do książeczki wojskowej co najmniej „zdolny o walki z czołgami”. Na początku działalności w Galilei Jezus powołał pierwszych apostołów: Andrzeja, Szymona, Jakuba i Jana. Wiem, że to czyste gdybanie, ale czy oni w ogóle znaleźliby się w gronie Jego najbliższych uczniów, gdyby działał nad Jordanem? Tak, całą czwórkę spotkał już tam jako uczniów Jana, prawdopodobnie byli razem na weselu w Kanie Galilejskiej… ale potem ich drogi się jakoś rozeszły, skoro teraz spotyka ich w zupełnie innej części kraju. Gdyby Jan nie został uwięziony, mogliby nie dostać drugiej szansy. A gdyby kogoś z tej czwórki zabrakło w gronie apostołów, stracilibyśmy dużo, bo:

  • Powołanie Piotra było powołaniem pierwszego Papieża. Gościa, który po zesłaniu Ducha Świętego został liderem Kościoła i który nawet swoim cieniem potrafił uzdrawiać. Gdyby na jego miejsce wszedł ktoś inny, Kościół pewnie wyglądałby teraz inaczej.
  • Jan był jedynym apostołem, który wytrwał pod Krzyżem i który dożył starości. Jemu zawdzięczamy jedną z czterech wersji Ewangelii, parę listów i Apokalipsę. Gdyby Jezus nie zmienił obszaru działania, być może nie moglibyśmy przeczytać bezpośredniej relacji z Golgoty i tego, jak będzie wyglądał koniec świata.
  • Gdyby Jezus wtedy nie powołał Jakuba, nie mielibyśmy po co pielgrzymować do Santiago de Compostella.
  • Andrzej może wygląda na najmniej atrakcyjnego w tym zestawieniu, ale… to on jest patronem Słowian, czyli większości osób czytających ten wpis (jak i autora, żeby nie zapomniał:-) ).
  • W ogóle bez powołania Jana i Jakuba grono Dwunastu byłoby o wiele nudniejsze, bo nikt by nie prosił Jezusa o władzę i nie prosił o usunięcie miast z powierzchni Ziemi.
  • Tylko z tej grupy powołanych pochodzili wszyscy, którzy zobaczyli Przemienienie na Taborze. Bez nich nigdy nie dowiedzielibyśmy się, jak wyglądała modlitwa Jezusa na osobności.

Na szybko udało mi się znaleźć te sześć konsekwencji tego, że Jezus zaczął działalność w Galilei, a nie nad Jordanem. I tak – nie tych czterech, to i tak apostołów byłoby dwunastu i ktoś inny mógłby zrobić większość z tych rzeczy. Ale… może wcale by nie mógł i pozostałaby pustka.

Drugi szczegół jest już trudniejszy do wyłapania i wymaga snajperskiej czułości. Święty Mateusz zaznaczył, że w Galilei Jezus „leczył WSZELKIE choroby i WSZELKIE słabości wśród ludu”. Nie sprawdzałem dokładnie, ale wydaje mi się, że w dalszej działalności Jezus uzdrawiał tylko tych, którzy do Niego przyszli (lub zostali przyniesieni). I to nie zawsze chętnie. A tutaj po prostu był w jakiejś wiosce i uleczył wszystkich, którzy tam byli chorzy albo mieli jakieś słabości. Czy coś takiego działo się w czasie wcześniejszej działalności Jezusa? Sądzę, że nie – bo w Kanie Galilejskiej niekoniecznie podszedł chętnie do prośby Maryji o jeden całkiem niewielki cud..

Jedno zdanie: „Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei.”, a płynie z niego tyle różnorodnego błogosławieństwa. Od tego bezpośredniego, dla ludzi z galilejskich wiosek, do nadania kształtu dzisiejszemu Kościołowi.

Dlaczego o tym piszę? Bo święty Mateusz, opisując w tym miejscu problemy Jana Chrzciciela, nawet nie zdążył dojść do  punktu, w którym Jan zaczyna narzekać na swoje położenie. Od razu przeszedł do pokazania, co dobrego się stało przez to, że Herod go uwięził. A wielu z nas robi zupełnie na odwrót: w obliczu każdego najmniejszego problemu potrafi dostrzec tylko to, że ma problem i nie wychodzi poza marudzenie na to.

Problem jest problemem, a trudne doświadczenie – doświadczeniem. Tego nikt nie może negować (co więcej – nikt poza przeżywającym nie może powiedzieć, czy coś jest problemem i trudnością, czy nie). Ale bardzo ważna jest umiejętność dostrzegania błogosławieństwa. Bo Bóg już taki jest, że nawet z  sytuacji, którą my widzimy jako totalnie beznadziejną, potrafi wyprowadzić ogromne pokłady dobra.

Przy rozważaniu dzisiejszej Ewangelii chcę Cię namówić do uczenia się takiego patrzenia: łamania swojego egoizmu i dostrzegania, że z trudnych sytuacji płynie błogosławieństwo. Czasami dla Ciebie, czasami dla ludzi w Twoim otoczeniu, a czasami dla całego świata. Zło trzeba nazywać po imieniu – inaczej kłamałbyś na temat świata. Ale podobnie będziesz kłamał jeśli nie nauczysz się zauważać dobra, które jest dookoła.

* Święty Mateusz bezpośrednio przed opisywanym wydarzeniem umieszcza kuszenie Jezusa na pustyni. Ale zakładam, że skoro Jezus „posłyszał”, to ktoś mu o tym powiedział, a więc musiał już z tej pustyni wrócić.