Drzemka i spacer (2Sm 11, 1-5)

Gdy słyszałem od różnych osób o kryzysie męskości, często jako przykład podawany był ojciec, który zamiast spędzić czas z dzieckiem, po powrocie z pracy siada z piwem przed telewizorem. Zamiast posłuchać żony – udaje, że słucha wszystkiego, co leci w telewizji. A na wszystkie wymagania odpowiada, że jest wkurzony pracą i może przecież odpocząć. Ale mało kto umiał mi wytłumaczyć, dlaczego konkretnie taka postawa – nie na poziomie zjawiska – jest zła. Chociaż król Dawid nie korzystał z telewizora i nie musiał wracać z pracy, jego historia wyjaśnia to zjawisko doskonale.

Dawid, dotychczas pokazany jako praktycznie ideał Żyda i świetny król, popełnia błąd. Cała historia zdarzyła na początku roku – czyli w naszych miesiącach wiosennych. Jak napisał autor natchniony, ówcześni królowie ten czas przeznaczali na prowadzenie wojen. Dawid też prowadził ofensywę, ale nie wybrał się sam na pole bitwy – zamiast tego posłał tam zaufanych dowódców. Sam został w pałacu w Jerozolimie. Zgodnie z opisem, król spędzał czas na leżeniu i spacerowaniu po pałacu. Podczas jednego z takich spacerów zobaczył ze swojego tarasu Betszebę. Spodobała mu się. Chociaż wiedział, że jest żoną jego przyjaciela, skorzystał ze swojej królewskiej władzy i przespał się z nią.

Jest to jedna z najważniejszych dla mnie historii biblijnych. I to nie tylko z powodu, o którym przeczytasz w ostatnim akapicie tego tekstu. Lubię przez jej pryzmat patrzeć na to, jak wygląda w moim życiu odpoczynek, realizowanie mojej specjalności i moja obecność.

Jednym z pierwszych – i dość oczywistych – moich przemyśleń na temat tego fragmentu Księgi Samuela było znane wojskowe powiedzenie, że „jak się żołnierz nudzi to mu się w głowie (powiedzmy) psuje”. Dawid, pod względem konstrukcji psychicznej, nie był jakimś szczególnym facetem. Większość z nas, jeśli za długo odpoczywa, zaczyna mieć głupie pomysły. Oczywiście, sam odpoczynek nie jest niczym złym i jest potrzebny, ale bardzo istotne jest, jak odpoczywasz. Wiadomo,, że Dawid był doskonałym śpiewakiem nie ma w tym fragmencie nic o tym, że grał na lutni, śpiewał psalmy albo komponował coś nowego. Nie ma żadnej informacji o rozstrzyganiu sporów albo zarządzaniu państwem. Autor napisał, że król tylko leżał i spacerował.

Jak wspomniałem powyżej, Dawid nie wykorzystał dodatkowego czasu w Jerozolimie na rozwój swojego talentu muzyczno-literackiego. Nie wypełnił też w tym czasie żadnego zadania króla – ani zarządczego, ani wojennego. To, że Dawid leżał lub spacerował, zamiast robić dowolną z tych rzeczy, to pozornie nic ważnego. Przecież nawet gdyby pojechał na wojnę, realnie działaniami dowodziliby jego przyjaciele (w tym Uriasz, mąż Betszeby), których tam wysłał. W Jerozolimie pewnie też cały sztab sędziów i administratorów pilnował spraw bieżących państwa i miasta. Co takiego złego jest więc w odpoczynku Dawida, skoro praktycznie nie widać było jego konsekwencji?

większość z nas, jeśli za długo odpoczywa, zaczyna mieć głupie pomysły

Istotne jest, według mnie, że leżąc i spacerując Dawid nie realizował swojej specjalności życiowej – bycia króle. A król powinien być na początku roku razem ze swoimi wojskami. W armii Dawida miejsce przeznaczone dla króla było puste. I na pewno sam Dawid to odczuwał. A mężczyzna, który wie, że nie realizuje swojej specjalności, zawsze będzie czuł w sobie pewną pustkę. I właśnie w tę pustkę u Dawida mogły wejść głupie myśli sprowokowane widokiem Betszeby.

Ten jeden epizod z jego życia pokazuje, że jeśli nawet jeden raz rezygnujesz z realizowania (lub odkrywania, jeśli jesteś dopiero na tym etapie) swojej życiowej specjalności, to nie chodzi o to, że trochę później odkryjesz swoją ścieżkę szczęścia. Jest to ucieczka od Twojej odpowiedzialności i walki o zmianę rzeczywistości. A jeśli od tego uciekniesz – jak Dawid – we wszechświecie powstanie luka, której nie będzie mógł wypełnić nikt poza Tobą. Nigdy.

Dawid mógł być do końca wzorem króla, może nawet mógł wybudować świątynię w Jerozolimie. Ale to, że raz uciekł od realizacji swojej specjalności sprawiło, że na starość musiał uciekać przed buntem wznieconym przez jego syna. Dwa pokolenia po nim, ta jedna jego decyzja doprowadziła do rozdziału Izraela na dwa królestwa, co paręset lat później poskutkowało wygnaniem Izraelitów do Babilonii. Wszystko przez jedną drzemkę i spacer.

Chciałbym, żebyś w świetle przytoczonego przeze mnie fragmentu Księgi Samuela popatrzył na to, czy w swoim życiu jesteś tam, gdzie powinieneś być zgodnie z Twoimi wyborami rodzinnymi, przyjacielskimi, zawodowymi. Jeśli tak – wyjdź na poziom wyżej i popatrz, czy to wszystko pozwala Ci odkrywać lub realizować Twoją specjalność. Jeśli tutaj też odpowiesz twierdząco – popatrz jeszcze na to, ile wnosi do Twojego życia odpoczynek i czy w nim też potrafisz tworzyć wielkie dzieła. A jeśli na przy którejkolwiek z tych kwestii powiedziałeś „nie” – to może właśnie czas na zmiany?

Napisałem wcześniej, że w ostatnim akapicie ujawnię jeszcze jeden powód, dlaczego lubię ten fragment. Historia grzechu Dawida pokazuje też, że Bóg ze wszystkiego, nawet naszego najgłupszego błędu i najgorszych rzeczy jakie robimy, potrafi wyprowadzić coś dobrego. Jako następne dziecko Dawida, Betszeba urodziła Salomona – króla pokoju, który dał Żydom Świątynie. A tysiąca lat po pamiętnej drzemce Dawida, narodził się jego pra-pra-pra-pra…prawnuk, kontynuator linii zapoczątkowanej przez grzech z Betszebą. Jezus z Nazaretu.