Dojrzewanie (Łk 5, 1-11)

Tak sobie myślę, że dzisiejsza Ewangelia pokazuje historię, przez którą musi przejść chyba każdy ochrzczony w dzieciństwie. A może w ogóle każdy ochrzczony. Dlatego chcę z Tobą popatrzeć na to, co stało się w Kafarnaum dwa tysiące lat temu.

Zdarzyło się raz, gdy tłum cisnął się do Niego, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret – zobaczył dwie łodzie, stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów! A Szymon odpowiedział: Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci. Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny. I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił. I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim.

Dzisiejsza Ewangelia pokazuje drugie spotkanie Jezusa z Szymonem-Piotrem. Wiemy, że wcześniej spotkali się nad Jordanem, po Chrzcie Jezusa (J 1, 35-42). Wtedy dla Piotra sytuacja była jasna – Jan Chrzciciel powiedział Andrzejowi, że Jezus jest Barankiem Bożym, a ten powtórzył to swojemu bratu. Poznali Jezusa, poszli razem na wesele do Kany Galilejskiej (J 2, 1-12), a następnie ich drogi się rozeszły. Nie wiemy, dlaczego się rozstali. Drugi raz Jezus przyszedł do Szymona, gdy ten siedział ze współpracownikami w łodzi po przepracowanej nocy.

Właśnie taka analiza sytuacji nasunęła mi skojarzenie z Chrztem Świętym. Myślę, że dziecko w czasie Chrztu doskonale wie, kim jest Bóg – nie ma całego aparatu, którym my sobie zaciemniamy Jego obraz. Może po prostu Go spotkać. Potem dziecko rośnie, dojrzewa do podejmowania decyzji i musi w końcu samo zdecydować, czy chce dalej żyć z Bogiem. Tak samo miał Piotr – za pierwszym razem dostał jasny komunikat „Spotkaliśmy Mesjasza”. Chwilę z Nim pobył, a potem wrócił do codzienności i żył w niej aż do momentu, kiedy już całkowicie sam mógł podjąć decyzję o pójściu za Jezusem.

Przy tym drugim spotkaniu, Jezus przychodzi do Szymona otoczony tłumem, który chce Go słuchać. Myślę, że są w tym dwie wskazówki dla nas. Pierwsza: jeśli masz problem w swojej relacji z Bogiem, szukaj go we wspólnocie. Otocz się ludźmi, którzy słuchają Jezusa i za Nim idą – nawet, jeśli robią to nieudolnie. Druga: przykład życia blisko Boga będzie najmocniejszą rzeczą, jaką możemy zrobić, żeby pomóc komuś w spotkaniu Go. Niezależnie, czy chodzi o nawracanie dorosłych, czy pomoc dziecku w rozwoju jego wiary.

Ale tłum był tylko pomocą w dotarciu do Piotra. Jezus wykorzystał tych wszystkich ludzi, żeby zepchnęli Go do łodzi Szymona i pozwolili zostać im samym na środku jeziora. Wtedy na nowo zaczęła się ich indywidualna relacja. Jezus zasugerował Piotrowi, żeby zarzucił sieci w ciągu dnia. Szymon-Piotr, jako rybak, dobrze wiedział, że jest to bez sensu i że ryby łowi się w nocy, ale zrobił to. Gdy patrzę na tę sytuację z punktu widzenia wiedzy zawodowej Piotra myślę, że jego słowa „Mistrzu, całą noc pracowaliśmy (…). Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci” mogą wcale nie wyrażać wzorowego zaufania i posłuszeństwa. Patrząc na zachowanie Piotra w innych miejscach Ewangelii myślę, że tak naprawdę jego przekaz brzmiał „Tja, Mistrzunio. Ja, rybak od iluś-tam lat, przez całą noc łowiłem tak, jak się łowi, i nic. Ale jak chcesz, to zarzucę teraz – ale ludzie słyszeli, że to Ty wymyśliłeś, więc Ty będziesz miał siarę”.

Jest to dla mnie obraz przełomowego momentu w życiu – myślę, że każdego z nas – kiedy Bóg każe zrobić coś niestandardowego. Kiedy człowiek słyszy coś, co zupełnie nie pasuje do tego, co zna. I nie zawsze musi chodzić o złamanie procedur korporacyjnych jak w przypadku Szymona. Może to być „chodź na Mszę w niedzielę”, „nie jedz mięsa w piątek”, „wstąp do zakonu”, „nie uprawiaj seksu przed ślubem”, „nie bierz narkotyków”, „nie ratuj się kłamstwem”, „nie zwalaj odpowiedzialności na innych” i tak dalej. Coś, co człowiekowi wydaje się praktycznie bez sensu lub niemożliwe do zrobienia. Prawdopodobnie już wiesz, co to było w Twoim życiu.

Myślę, że jest to krytyczny moment w życiu człowieka. Wiele osób na taką prośbę zareaguje stwierdzeniem „Ale tak się przecież nie da” – i nie pozwoli Bogu zadziałać w swoim życiu. Część pewnie odpowie po prostu „Tak. A część zareaguje jak święty Piotr, w ciekawy sposób – może nawet wystawiając Boga na próbę – łącząc te dwie postawy: „Tak się nie da, ale spróbujemy”.

Zakończenie dzisiejszej Ewangelii pokazuje co się dzieje w życiu człowieka, który zgodził się na propozycję Boga. Nawet uważając, że nic z tego nie będzie. Po pierwsze: będzie mógł zobaczyć w swoim życiu cuda. Po drugie: będzie zawsze gotowy do działania, otwarty na nowe wyzwania i nigdy nie spocznie na laurach. Piotr po cudownym połowie ryb nie ruszył na targ ani nie zaprosił Jezusa do dołączenia się do ich spółki. Gdy Jezus wskazał mu następne zadanie, Piotr po prostu zaczął je realizować, nie oglądając się na stertę ryb leżących na brzegu.

zgodzić się na plan Boga, widzieć cuda w swoim życiu, być zawsze gotowym do działania i wiedzieć, ze żaden grzech nie może oddzielić od Boga

W tej scenie jest coś jeszcze. Dla człowieka starotestamentowego sukces zawodowy – a tak należy popatrzeć na obfity połów Szymona – był oznaką błogosławieństwa i dowodził, że taka osoba żyje zgodnie z przykazaniami. Piotr, widząc zanurzające się od obciążenia łodzie, uznał, że jest grzesznikiem. I jeszcze poprosił Jezusa, żeby go zostawił w spokoju. Powiedzenie „tak” Bogu nie sprawi, że wszystkie grzechy od razu znikną z życia człowieka. Co więcej – będą jeszcze lepiej widoczne dla tak nawróconego człowieka. Piotr miał nawet pokusę odgonienia Boga, więc taka może przyjść na każdego z nas. Ale człowiek w tym wszystkim będzie potrafił zrobić tak, jak rybak z Kafarnaum – rzucić się Jezusowi do kolan. To według mnie piękny obraz. Szymon najbliżej Jezusa jest w chwili, kiedy wyznaje swoją grzeszność i prosi Go, żeby odszedł. Bóg chce być blisko grzesznika, żeby go ratować. A człowiek nawrócony wie, że absolutnie nic nie może go oddzielić od Boga (Rz 8, 38-39).

Tak jak pisałem – myślę, że to historia, przez którą musi przejść każdy człowiek, gdy dojrzewa jego wiara. A to tylko fragment historii Szymona-Piotra. Zachęcam Cię, żebyś pod wpływem dzisiejszej Ewangelii przeglądnął także pozostałe sceny z jego życia i szukał w nich wskazówek, jak być apostołem, który nawet swoim cieniem potrafi uzdrawiać (Dz 5, 15).