Do jutra jeszcze dużo czasu (Mt 6,24-34)

Mógłbym napisać o Chrześcijaństwie i pieniądzach, bo znaczna część osób pewnie głównie to zapamiętała z dzisiejszej Ewangelii. Ale wydaje mi się, że mężczyzna powinien w tej Ewangelii zwrócić uwagę na późniejszą część czytania i wyciągnąć stamtąd dwie rzeczy. Obydwie związane z przeżyciem.

źródło: commons.wikimedia.org, CC-0
BUD/S – tutaj kursanci doskonale wiedzą, że „Dosyć ma dzień dzisiejszy swojej biedy”.

Jezus mówi „Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać?”. Rozumiem ten fragment może trochę na opak, ale myślę, że tak może go rozumieć mężczyzna. Oczywiście, że w jakiś sposób trzeba się pomartwić o to, jak dać swojemu organizmowi energię i nawodnić go – szczególnie w sytuacji skrajnej. Ale mogę się wcześniej przygotować do takiej sytuacji, żeby naprawdę nie było to jakieś moje wielkie zmartwienie. „Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie”, ale musimy wcześniej się nauczyć dostrzegać to, co On nam daje – także w czasie wyzwań i w trudnych sytuacjach. Niezależnie od tego, czy muszę szukać czegoś do zjedzenia na pustyni, czy po prostu umieć przejść na niższy próg cenowy jedzenia. Mam się przygotować tak, żeby widzieć ucztę w tym, co dostaję.

Druga rzecz. Sam na co dzień stosuję metodę zarządzania działaniem Getting Things Done, w której jednym z podstawowych pojęć jest „najbliższe działanie”. Autor (David Allen) twierdzi, że opracował ją inny trener, Dean Acheson. Wiem, że paru innych „speców od rozwoju” też rości sobie autorstwo do tej metody. Dzisiaj usłyszeliście, że to bzdura – Jezus podaje ją wprost prawie 2000 lat przed tym, zanim dowolny z funkcjonujących dzisiaj trenerów o niej pomyślał: „Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie.” .

Chyba Marcus Lutrett opisuje w „Przetrwałem Afganistan”, że jego strategią przeżycia „hell’s week” w czasie kursu BUD/S było skupienie się tylko na tym, czego w danej chwili oczekują od niego instruktorzy. Nie myślał o tym, że potem będzie następne zadanie. Tak więc dobra rada, która na co dzień poprawi Twoją efektywność, a w sytuacji skrajnej może uratować Ci życie: jedno zadanie w danej chwili. Jak je skończysz, dopiero do następnego.

Podsumowując: dopóki możesz, przygotuj się do przetrwania w najgorszych warunkach, jakie Cię mogą spotkać. Bóg Ci wtedy wiele da, ale musisz potrafić to zauważyć. I pracuj nad jednym zadaniem na raz – rozpraszając się na wiele, w rzeczywistości tracisz cenny czas.