Bóg jest bardzo rozrzutnym siewcą. zdjęcie: joshua-newton@unsplash.com, CC-0

Dlaczego źli mają dobrze? (Mt 13, 1-23)

Podchodząc do tego wpisu pomyślałem sobie, że mam bardzo małe pole manewru. Przecież  Jezus (na przekór wszystkim blogerom i kapłanom, którzy akurat dzisiaj chcą rozwinąć swoją kreatywność) jasno i konkretnie powiedział, o co chodzi w przypowieści o siewcy, a św. Mateusz dla nas to utrwalił. Dopiero gdy parę dni pochodziłem z tą myślą stwierdziłem, że jest jedna myśl, którą chcę się z Tobą podzielić. I zamiast pustego wpisu (serio miałem taki plan) podzielę się z Tobą odpowiedzią na pytanie, które chyba każdy czasem sobie zadaje.

Tego dnia Jezus wyszedł z domu i,, usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały, się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami: Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha! Przystąpili do Niego uczniowie i zapytali: Dlaczego w przypowieściach mówisz do nich? On im odpowiedział: Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Bo kto ma, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma. Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że otwartymi oczami nie widzą i otwartymi uszami nie słyszą ani nie rozumieją. Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza: Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił. Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę, powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli. Wy zatem posłuchajcie przypowieści o siewcy! Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze. Posiane na miejsce skaliste oznacza tego, kto słucha słowa i natychmiast z radością je przyjmuje; ale nie ma w sobie korzenia, lecz jest niestały. Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamuje. Posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. Posiane w końcu na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. On też wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny.

W przypowieści o siewcy bardzo często ludzie skupiają się na glebie. Czasem na ziarnie. Relatywnie rzadko spotkałem się z tym, żeby ktoś odniósł się do samego siewcy. A przecież to obraz naszego Boga i tego, jak On działa! Co więc mówi nam postać siewcy?

I tu pojawia się odpowiedź na pytanie z tytułu.

Nie wiem czy zauważyłeś, że siewca w przypowieści jest bardzo rozrzutny. I to dosłownie – większość ziarna rzuca na miejsca, w których zboże nie może wzrosnąć. Czyli – w tłumaczeniu Jezusa – większość Słowa Bożego trafia do ludzi, którzy go nie przyjmują i u których się „marnuje”.

OK, ale co to ma wspólnego z tym, że źli mają dobrze? To jest właśnie moc Słowa Bożego. Gdy Bóg stwarzał świat nie robił nic, tylko mówił (Rdz 1). Powiedział jedno, drugie, trzecie słowo – i pojawił się świat, słońce, księżyc, Ziemia, rośliny, zwierzęta i ludzie. Gdzieś nawet słyszałem że Bóg musi bardzo uważać na to, co mówi, bo jak On coś powie, to to jest.

Siewca, który rzuca ziarno na ziemię żyzną, na drogę, w krzaki i na skały to obraz Boga, który próbuje dotrzeć do każdego człowieka. Który każdemu człowiekowi próbuje nieustannie coś powiedzieć, a mówiąc – działa w życiu każdego z nas. Nawet tych, którzy – w oczach niektórych ludzi – na to nie zasługują. A że Bóg nie potrafi robić nic złego, to w życiu każdego człowieka czyni dobro w nadziei, że ten człowiek zacznie owocować stukrotnie, sześćdziesięciokrotnie lub trzydziestokrotnie.

I tak, jak jedno ziarno spadło na drogę – czasem Bóg da szczęście komuś, kto nawet tego nie zauważy, bo od razu pozwoli Złemu to zabrać.

Jak jedno spadło na miejsce skaliste – tak czasami błogosławieństwo trafi do kogoś, kto chętnie je przyjmie, ale przy pierwszej trudności odwróci się od tego.

Jak jedno spadło między ciernie – tak czasami Bóg pobłogosławi komuś, kto nie rozróżni szczęścia od Niego od szczęścia światowego albo nie zauważy tego błogosławieństwa wśród swoich zmartwień.

I tak ci wszyscy, którzy mogą nie uchodzić za „dobrych Chrześcijan” dostają kolejne błogosławieństwa i mogą być szczęśliwi.

Niektórym Bóg, który tak działa, będzie wydawał się głupi. Niektórym – rozrzutny. Niektórym – działający nielogicznie.

Ale  „dobry Chrześcijanin” – taki, który może wydać plan iluś-tamkrotny – widzi w tym Boga, który chce w ten sposób dotrzeć ze swoją misją ratunkową do każdego z nas. I jest Mu za to wdzięczny.