Dlaczego akurat jabłka?

Od paru dni Facebook mówi mi, że mam jeść polskie jabłka, żeby zrobić na złość Wladimirowi Putinowi. Nie mówię, że sama akcja jest zła (inna sprawa, jaki może mieć realny efekt dla naszych sadowników). Zastanawia mnie tylko, dlaczego dla polskich konsumentów wybieranie rodzimych produktów nie jest czymś normalnym i promujemy to społecznie dopiero w sytuacji, pod pewnym względem, kryzysowej.

Wydaje mi się, że świadomość pochodzenia produktu i związek pomiędzy tym, co kupujemy a naszą codziennością, w społeczeństwie polskim leżą i kwiczą. Liczy się głównie jedno: cena, za jaką kupujemy produkty. Widać to zarówno na najwyższych szczeblach organizacji państwa przez Prawo Zamówień Publicznych (które, na szczęście, ma się zmienić), jak i na poziomie pojedynczych konsumentów, którzy wolą wybrać najtańszy (pod względem jednostkowej ceny zakupu) produkt w dyskoncie. I dopiero, gdy ktoś nakłada embargo na nasze jabłka, zaczynamy zauważać, że może warto wspomóc polski przemysł.

znasz jakieś polskie produkty, które chciałbyś zarekomendować czytelnikom bloga?

Na co dzień trudno jest przekonać ludzi do preferowania polskich produktów. Jest to dla mnie ciekawe, bo czasy, gdy „Made in Poland” oznaczało gorszą podróbkę sprzętu zachodniego lub radzieckiego już odeszły do lamusa. Myślę, że winni są temu ci, którzy nie nauczyli nas patrzeć pod kątem rozwiązań systemowych. Wiem, że ekonomia nie działa aż tak prosto, ale wydaje mi się, że brakuje w naszym społeczeństwie świadomości zależności „jak coś kupuję, to daję komuś pracę”. Przez to mamy wiele osób, które rano wstają, narzekają, że trudno im znaleźć pracę (obecnie bezrobocie wynosi około 12%) albo za mało im płacą… i idą kupić chińskie produkty w niemieckim markecie, żeby potem spakować je do japońskiego samochodu.

Nie jestem może idealnym przykładem i trochę chińszczyzny można u mnie w domu znaleźć, ale od jakiegoś czasu staram się wybierać tyle polskich produktów, ile tylko mogę. I zachęcam Cię, żebyś czasem też skłonił się ku produktom wyprodukowanym w Polsce. Nie tylko dlatego, żeby zrobić na złość Putinowi, ale tak po prostu.

A może Ty znasz jakieś polskie produkty, które chciałbyś zarekomendować czytelnikom bloga?

PS. Chciałbym kiedyś zobaczyć polską reprezentację piłkarską (lub w innej dyscyplinie sportowej) grającą w bardzo dobrych, szytych w Polsce koszulkach marki Surge Polonia, a nie w kolejnych „Japończykach” światowego koncernu.

  • operatorparamedyk

    Właśnie mi się wydaje, że stosunek jakość/cena naprawdę nie jest najważniejszy.
    Jeśli chodzi o „polskie” firmy – masz rację, że trudno to właściwie zdefiniować i postem chciałem też skłonić do refleksji i dyskusji nad tym. Dla mnie flagowym przykładem jest Helikon-Tex, którego produkty bardzo lubię i uważam, że są świetne, ale szyte właśnie w Azji (w tym momencie nie pamiętam, czy w Chinach, czy Korei). Sam jako wyznacznik „polskości” przedsiębiorstwa wskazałbym trzy czynniki: 1) płacenie podatków w Polsce, 2) tworzenie większości miejsc pracy w Polsce. 3) współpraca (dostawcy itp.) z innymi przedsiębiorstwami spełniającymi powyższe dwa warunki.

  • operatorparamedyk

    Accept

    W dniu 4 sierpnia 2014 23:03 użytkownik Disqus napisał:

  • Kuba

    Niestety to co piszesz jest coraz trudniejsze do wykonania, a poza tym całkowicie bez sensu. Oczywiście, że konsumenci nie kierują się „tylko ceną” bo wtedy wszyscy jeździlibyśmy maluchami, mieszkali w ziemiankach i jedli najtańszy keczup z biedry (a jest na prawdę ochydny). Ja raczej zauważam tendencję do tego, że każdy chce używać jak najlepszych produktów, którzych cena do jakości będzie dla niego satysfakcjonująca. Magiczne „made in poland” tak na prawdę nic nie znaczy i wcale nie oznacza wspierania „polskich” firm. Zresztą, co to znaczy „Polska firma”? Taka, której prezes jest polakiem? Czy może wszyscy członkowie zarządu? Czy może jest zarejestrowana w Polsce? Albo większość udziałów należy do osób mających polskie obywatelstwo? To jest po prostu informacja, że coś skręcono między Odrą i Bugiem i to wszystko. Zresztą dochodzi już do paradoksalnych sytuacji, w których przestawiane jako polskie firmy technologiczne w stylu Manta czy Goclever tworzą swoje produkty, na których widnieje… made in china! Trzeba też wziąć pod uwagę fakt, że w miarę rozwoju naszej gospodarki i rosnących kosztów pracy przestawia się ona na usługi, handel, outsourcing (szczególnie widoczny w Krakowie) a nie produkcję, przez co coraz trudniej o „made in poland” gdziekolwiek.