Czy Twoje zdanie jest Twoje? (Mt 16,13-19)

Gdy wyobrażam sobie opisywaną w dzisiejszej Ewangelii sytuację, mam przed oczami Jezusa otoczonego Apostołami. Grupa dobrze już znających się mężczyzn, rozmawiających o sobie. Jezus zadaje dwa pytania. Na pierwsze – „Za kogo mają mnie ludzie?” – pada wiele odpowiedzi. Uczniowie pewnie przekrzykiwali się i przepychali, bo każdy chciał podać jak najbardziej sensacyjną plotkę na temat Jezusa. Ale nikt nie powiedział, że Jezus jest Jezusem z Nazaretu, synem cieśli.


Potem pada drugie pytanie: „A kim jestem według was?”. Myślę, że tutaj zapadła cisza. Z jednej strony – Apostołowie widzieli już dużo cudów, rozmawiali z Jezusem i pewnie przynajmniej podejrzewali, że jest Mesjaszem. Ale tak wyrwać się z taką odpowiedzią… A co, jeśli inni będą się śmiali? Albo jeśli sam Jezus zaprzeczy – przecież zakazywał złym duchom tak o sobie mówić. Z drugiej strony – powiedzieć, że jest jednym z wcześniejszych proroków albo zwykłym człowiekiem też głupio. Pewnie uczniowie zaczęli intensywnie wpatrywać się w swoje stopy, żeby nie natrafić na wzrok Jezusa czekającego na odpowiedź. Tę ciszę przerywa Szymon – myślę, że raczej cicho bąknął, a nie krzyknął z całą pewnością – „Ty jesteś Mesjaszem, Synem Boga”.

Szymon-Piotr nie wyróżniał się bardzo spośród innych uczniów. Miał wiele wpadek – mało rozumiał z nauki o śmierci i Zmartwychwstaniu Mesjasza, miał głupi pomysł z namiotami na Taborze, atakował w Ogrodzie Oliwnym, zaparł się Jezusa, uciekł w Wielki Piątek. Po Zmartwychwstaniu wyszła mu dość głupawa rozmowa nad Jeziorem Tyberiadzkim. A na koniec, po wielkim nawróceniu i słowach Jezusa „Pójdź za mną” – Piotr stanął, odwrócił się do Jezusa plecami i zapytał, co będzie ze św. Janem.
Pomimo tego wszystkiego, Jezus chciał, żebyśmy zapamiętali Piotra właśnie z usłyszanych dzisiaj sześciu słów – pewnie cicho powiedzianych pod nosem. To, co Szymon powiedział, zmieniło jego imię (a więc i tożsamość) Szymona. Już nie był rybakiem – był podstawą wszystkich Chrześcijan. Miał pilnować głoszenia Ewangelii po całej Ziemi.

Może Jezus nie chciał stawiać jako lidera uczniów kogoś najmądrzejszego, cieszącego się Jego największą przyjaźnią, szczególnie uzdolnionego. Wolał faceta pozornie przeciętnego, ale mającego własne zdanie i umiejącego je wyrazić nawet w tłumie.

Ostatnio zrobiłem mały eksperyment w którym wyszło mi, że dobrze uformowani i dorośli mężczyźni są bardzo podatni na zdanie kogoś opisanego jako autorytet. Nawet nie wiedząc czy ktoś, kogo uznali za autorytet faktycznie istnieje i ma wiedzę, którą deklaruje. Bezkrytycznie przyjmowali zdanie innej osoby i podawali je jako swoje.
W wojsku też wiele razy spotkałem się z takim samym podejściem wśród żołnierzy, którzy bardzo łatwo przyjmowali oceny wyższych stopniem jako swoje. Pamiętam, jak na przeszkoleniu bosman pewnego dnia powiedział, że na stołówce żołnierskiej jest jedzenie takie samo, jak dostajemy, tylko jest go więcej. Przeglądając fora internetowe kilka razy trafiłem na dokładnie te same słowa przytoczone przez różnych żołnierzy jako ich własną opinię. A na stołówkę żołnierską byliśmy wpuszczeni raz – pierwszego dnia – więc nie było mowy o tym, żeby zweryfikowali podane informacje.

zdjęcie: unsplash.com, CC-0

Zastanów się po wysłuchaniu dzisiejszej Ewangelii, ile Twoich poglądów jest naprawdę Twoich. Czy jesteś podatny na otoczenie i przyjmujesz to, co usłyszysz jako swoje zdanie bez żadnej weryfikacji? A może masz przekonania (niezależnie czy wypracowane, czy tylko usłyszane i przyjęte), których się wstydzisz i ukrywasz je w grupie? Jeśli tak – zacznij dzisiaj pracę nad tym, aby Twoja mowa była tak-tak, nie-nie.