Czapka za osiem stów

Nie lubię gry terenowej Selekcja, organizowanej przez majora Kupsa. Chociaż mam bardzo duży szacunek dla ludzi, którzy na nią się wybierają i którzy ją kończą, jakoś odstrasza mnie medialna otoczka i widzę w tym trochę udawania. W tym roku jednak zdarzyła się tam historia, o której przeczytałem w „Polsce zbrojnej”, a którą chciałbym Wam opowiedzieć.

Na dwie doby przed zakończeniem jeden z uczestników tegorocznej gry zgubił na punkcie kontrolnym czapkę z numerem. Zanim to zauważył, instruktorzy już ją mieli i losy jego dalszego uczestnictwa były w ich rękach. Major Kups „wycenił” czapkę, pozwalającą feralnemu uczestnikowi kontynuować grę, na 800 pompek do zrobienia przez całą grupę. Grupa spięła się, odpompowała swoje i czapka wróciła na głowę zawodnika.

Cała grupa, która brała udział w tym nadprogramowym zadaniu, ukończyła tegoroczną grę terenową.

Chciałem zwrócić Twoją uwagę na dwie rzeczy związane z tym prostym i niezbyt istotnym w skali Wszechświata zdarzeniu.

Po pierwsze: teoretycznie zgubienie czapki powinno oznaczać dla uczestnika zakończenie selekcji. Tutaj tak się nie stało, a instruktorzy zrobili z tego okazję do dodatkowego sprawdzenia całej grupy. Wcześniej już pisałem, że w czasie selekcji sztywne reguły nie są najważniejsze. Ważne jest to, co reprezentują sobą uczestnicy.

Po drugie: to jeden konkretny uczestnik zgubił czapkę i to on dostał wycenę 800 pompek za czapkę. Pewnie by nie dał rady zrobić ich jednorazowo. Grupa wcale nie musiała mu pomóc, ale zdecydowali się to zrobić. Wychodzi, że każdy musiał zrobić około 60 pompek, co jest już rozsądną liczbą. Tych 13 facetów (bo wszystkie kobiety odpadły wcześniej) było po pięciu dniach maksymalnego wysiłku fizycznego i psychicznego. Mieli przed sobą jeszcze około 48 godzin dalszej gry. A mimo to – pomogli komuś, kto był ich potencjalnym konkurentem.

Jeśli masz za sobą już większe wyzwania, spróbuj wyobrazić sobie tę sytuację. Jak byś się w niej zachował.

Postaw się na chwilę w sytuacji tego gościa, który zgubił czapkę. Co byś czuł wiedząc, że prawdopodobnie za chwilę dostaniesz wiadomość, że wylatujesz? A jakbyś chwilę potem usłyszał, że możesz zostać, ale albo zmusisz się do nadludzkiego wysiłku, albo inni będą musieli za Ciebie pracować? Jak byś się czuł na końcu – czy cieszyłbyś się z sukcesu ukończenia selekcji, czy dręczyłbyś się myślami, że ta wygrana Ci się nie należy?

A z drugiej strony – czy jeśli byłbyś w tej grupie, chętnie ruszyłbyś do pompowania po to, żeby inny facet mógł kontynuować grę? W przypadku prawdziwej selekcji – byłby to facet, który potem zamiast Ciebie może zająć miejsce w oddziale bojowym. Pomógłbyś mu?

zdjęcie: Polska Zbrojna, http://polska-zbrojna.pl/home/articleshow/13031?t=-Selekcja-wylonila-najlepszych

To nadprogramowe zadanie pokazało, że każdy z 14 uczestników ma jedną z podstawowych cech operatora – potrafi współpracować z innymi w sytuacji krytycznej. W przypadku 13 facetów jest to oczywiste – potrafią wykonać dodatkowy wysiłek po to, żeby pomóc z jednemu z grupy. Trudniej zauważyć to w przypadku uczestnika, który zgubił czapkę. Mógł po prostu przyznać, że nie da rady zrobić ośmiuset pompek i opuścić grę zgodnie z regulaminem. Ale dla niego sukces całej grupy, jaką wtedy stanowili, był ważniejszy. Pewnie dlatego nie bał się poprosić innych o pomoc. Umiał też zmotywować innych do nadmiarowego wysiłku, co też (w przypadku selekcji na operatora) mogłoby w przyszłości zadecydować o sukcesie misji.

O ukończeniu każdej selekcji – zarówno tej prawdziwej, gry terenowej, jak i prywatnej, życiowej – decydują szczegóły. Przygotowanie fizyczne można wyćwiczyć. Odporność psychiczną – chociaż ciężej – też. Tego, czy zmęczony i niewyspany będziesz chciał zrobić kilkadziesiąt pompek, żeby ktoś inny nie musiał robić 800, nie wytrenujesz tak łatwo.