Codzienne niebo (Mt 13,24-43)

Lubimy przejadać święta. Patrząc na ulotki z hipermarketów wiemy, że jak w promocji jest karp, to będzie Boże Narodzenie. Jak jajka – Wielkanoc się zbliża. Może nawet dla niektórych są to jedyne oznaki świętowania. Wyobrażam sobie, że gdyby w Izraelu w czasach Jezusa działały hipermarkety, niektórzy Żydzi rozpoznawaliby Paschę tylko po tym, że z oferty wycofano zakwas.

Jezus, jako dobry rabin, nauczał w przypowieściach. Starał się trudne sprawy wiary wyjaśnić analogią do codziennych czynności swoich słuchaczy. W dzisiejszym czytaniu z Ewangelii według św. Mateusza znajdziemy trzy przypowieści. Dwie – o żniwach i o ziarnku gorczycy – prawdopodobnie będą omawiane w czasie większości kazań w kościołach. Po nich św. Mateusz umieścił krótką przypowieść, na którą zwrócił mi uwagę o. Adam Szustak w „Lekcjach Gedeona” – o zaczynie. Ma tylko jedno zdanie i może dlatego jest tak trudna, że lubimy jej unikać i nie zwracać na nią uwagi.

Przypowieść ta podaje obraz Królestwa Bożego trochę inny niż ten, który podawali prorocy. Pewnie wiele osób, myśląc o Niebie, ma przed oczami obraz bardzo długiego bycia na Mszy, przed którą wkręcą nam w plecy skrzydła i stelaż na aureolę. Inni (z którymi już bardziej się zgodzę), wyobrażają sobie Niebo jako nieustanną ucztę, świętowanie i imprezę.zdjęcie: USASOC News Service@flickr.com, CC-BY

W przypowieści o zaczynie Jezus przekazuje coś, co burzy obydwa te wyobrażenia. Treść przypowieści jest bardzo prosta: kobieta wzięła zakwas, wrzuciła go do ciasta z 32 litrów mąki i odstawiła, a ciasto się zakwasiło. Pewnie była to czynność, którą większość kobiet w Izraelu wykonywała przynajmniej raz dziennie, żeby przygotować chleb dla całej rodziny. Może raz na kilka dni, skoro mówimy o ponad 30 litrach mąki. W każdym razie nic specjalnego, prawda? Jest to wręcz sprzeczne z obrazem świętowania, jaki nosili w sobie słuchacze Jezusa – w końcu w największe święto musieli pozbyć się całego zakwasu z domu. Tak więc ten obraz Nieba nie ma nic wspólnego ze świętowaniem! Może więc były to kolejne słowa, po których słuchacze Jezusa zgrzytali zębami i chcieli Go zabić?

Według mnie Jezus w tym jednym zdaniu przypowieści chciał nam przekazać, że Niebo, a więc i osobista świętość każdego z nas, jest oparte na prostych, codziennych czynnościach. Że świętość bardziej od tego, czy chodzisz w Wielkanoc (czy nawet co niedzielę) na Mszę zależy od wykonywania codziennych zadań z miłością do Boga i byciem z Nim przyjaźni. Gdy popatrzyłem na tę przypowieść w tym świetle naszło mnie, że muszę przeglądnąć swoje normalne i rutynowe sprawy i zobaczyć, czy na pewno wystarczająco się do nich przykładam. W końcu to do nich będzie podobne Niebo i w nich może być przepis na moją świętość.

 jako mężczyzna i zadaj sobie pytanie: „czy na wzór mojej codzienności będę w Niebie operatorem-paramedykiem?”

 

Jezus wielokrotnie mówił Faryzeuszom, że nie zbudują świętości długim przesiadywaniem w Synagodze. Wspomniana w przypowieści kobieta potrafiła zbudować swoją świętość na tym, że codziennie robiła ciasto na chleb. I pewnie Bóg pozwolił jej dalej to robić w Niebie. Popatrz na to, co robisz codziennie jako mężczyzna i zadaj sobie pytanie: „czy na wzór mojej codzienności będę w Niebie operatorem-paramedykiem?”

  • selfieesh

    A ja tam w niebo nie wierzę – czemu po śmierci coś ma być?