cisza, zdjęcie: kristina-flour@unsplash.com, CC0

Co się ze mną działo?

Jeśli regularnie zaglądasz na mojego bloga od dłuższego czasu na pewno zauważyłeś, że przez ostatnie dwa miesiące było tutaj aż za cicho. Chciałem Ci opowiedzieć, co się ze mną w tym czasie działo i co będzie dalej. Jak Bóg pozwoli, oczywiście.

Cisza na blogu wynikała z paru rzeczy, ale najważniejszą z nich był Wielki Post. Niespodziewanie był to dla mnie czas wyciszenia. Nie do końca wiem, jak to wszystko się stało. Bóg poprowadził mnie przez te czterdzieści sześć dni tak, że w podjętych przeze mnie postanowieniach –  a może nawet pomimo tego, że je podjąłem – udało mi się zwolnić i odnaleźć w sobie ciszę, chociaż otaczało mnie bardzo dużo szumu i hałasu na zewnątrz.

Potrzebowałem tej ciszy od dłuższego czasu i szukałem jej na różne sposoby. Mogłem dzięki niej dobrze odpocząć, mogłem przemyśleć kilka ważnych spraw, ale… no właśnie, z tą ciszą wewnątrz w ogóle nie szło mi pisanie. Kilka wpisów miałem naprawdę świetnie przemyślanych i dokładnie wiedziałem, co chcę napisać, ale jak tylko siadałem do klawiatury – nie wiedziałem, który klawisz nacisnąć i moje pisanie kończyło się na paru zdaniach, których nijak nie potrafiłem połączyć.

Tak więc cisza we mnie wywołała ciszę na blogu. W sumie to logiczne – w końcu dobry bloger powinien opisywać to, co jest w nim. Wiem, że przez tę ciszę na blogu zawaliłem parę rzeczy i parę projektów nie odpaliło (chociaż sukcesywnie będę próbował je reaktywować). Pewnie niektórzy czytelnicy przestali tu zaglądać (o tym jeszcze napiszę później), złamałem kontrakt z Wami i zmarnowałem kilka okazji. Ale dzięki tej ciszy we mnie mogłem wreszcie pogadać z Bogiem o paru ważnych rzeczach, które ciągle odkładałem „na później”. I było to dla mnie naprawdę ważne doświadczenie. Z jednej strony – czułem w sobie niesamowitą ciszę. Z drugiej – w tej ciszy dokonywała się cudowna rozmowa. Z trzeciej – wiedziałem, że ta rozmowa jest tylko dla mnie i że lepiej nie pisać na blogu nic, niż napisać o tym o jedno słowo za dużo.

Przyznam też, że bardzo podobało mi się to, co Wy zrobiliście w tym czasie. Co prawda jeszcze nie zaktualizowałem statystyk (na to poczekajcie do najbliższego weekendu), ale w marcu – kiedy już pisałem bardzo mało – poziom wejść na stronę nie spadł znacząco w stosunku do stycznia i lutego. I bardzo dziękuję za to każdemu z Was – pokazaliście mi, że z wpisami, które dotychczas opublikowałem, strona mogłaby równie dobrze funkcjonować jako statyczna, bez aktualizacji (oczywiście przez jakiś czas). Że już naprawdę nie chodzi w tym blogu o to, co ja napiszę, tylko o to, co Wy przeczytacie. Oczywiście, nie skorzystam z tej wiedzy i nowe wpisy będą się dalej pojawiały, więc śmiało zaglądaj na stronę jak najczęściej.

W tym okresie też dużo więcej z Was napisało do mnie (choćby z pytaniem, co się ze mną dzieje i czy będą nowe wpisy). To też było super, bo mogłem porozmawiać z tymi osobami osobiście i trochę lepiej Was poznać. Tak więc zapraszam do pisania do mnie nawet, jeśli wpisy będą pojawiały się częściej.

Tyle było. A co dalej? Wracam do realizacji kontraktu, czyli dwóch wpisów na tydzień. Co prawda drugim i trzecim tygodniu maja wezmę jeszcze od tego urlop – nie wiem, czy będę miał dostęp do internetu w tym okresie – ale to jest w pełni zaplanowana przerwa. Jak tylko uda mi się coś w tym czasie wrzucić na stronę, to to zrobię.  Chcę też wrócić do nagrywania „Operatora codziennego”, bo vlogowanie naprawdę mi się spodobało i na pewno wiem, o czym chcę opowiedzieć Ci w majowym odcinku, tylko ciężko mi znaleźć warunki do nagrywania i czas na montaż.

Przemyślałem też trochę kwestię kanałów, którymi się z Wami kontaktuję. Nadal zachęcam do zapisania się na newsletter:

bo to będzie podstawowe źródło informacji o wpisach i tym, co u mnie się dzieje. Newsletter traktuję bardzo osobiście i dlatego często tutaj znajdziecie informacje, których nie opublikuję w żadnym innym miejscu.

Swoją formę utrzymają kanały na Facebooku, Twitterze i Google+. Na wszystkich będę głównie informował o swojej aktywności: pisał o nowych wpisach, przypominał stare i czasami umieszczał przemyślenia za krótkie na osobny wpis.

Trochę zmieni się forma kanału na Instagramie. Zauważyłem, że tam najwięcej narzekam, więc trzeba to zmienić – bo jesteśmy stworzeni do uwielbienia, a nie narzekania. Tak więc za pomocą kwadratowych zdjęć będę chciał Wam pokazywać momenty w których widzę, że Bóg puszcza do mnie oko. Zastanawiałem się, czy w tym celu nie wrócić do Snapchata ale stwierdziłem, że wolę pozostać przy tych kanałach, które dobrze czuję.

Kanał na Periscope nadal będzie uśpiony czekał na „te” chwile. Tak, jak w czasie Oktawy Wielkanocy nie mogłem się powstrzymać, żeby nie opowiadać Wam o Zmartwychwstaniu, podobnie o czasu do czasu będzie tam pojawiało się coś, czego inaczej nie będę potrafił Wam przekazać.

Mam nadzieję, że po przetrwaniu tego „cichego” okresu Wielkiego Postu zostaniesz ze mną i znajdziesz na blogu coraz lepsze wpisy.