sprawiłeś, że usta dzieci i niemowląt oddają Ci chwałę na przekór Twym przeciwnikom (Ps 8); zdjęcie:jason-rosewell@unsplash.com CC-0

Boży PR (Mt 16, 13-20)

W odpowiedzi na jedno z podstawowych haseł ewangelizacji w krajach anglojęzycznych – „What would Jesus do?” – często padają stwierdzenia o tym, ze Jezus na pewno byłby dzisiaj sławny. Byłby celebrytą, o którym pisaliby na pierwszych stronach gazet. Miałby tysiące obserwujących na portalach społecznościowych i swoim kanale na Youtube. Ludzie by o Nim mówili na każdym kroku. Intuicyjnie myślimy o tym że wszędzie by trąbił o tym, że jest Mesjaszem, który przyszedł zbawić świat. A jeśli zachowałby się tak, jak dwa tysiące lat temu?

Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? A oni odpowiedzieli: Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków. Jezus zapytał ich: A wy za kogo Mnie uważacie? Odpowiedział Szymon Piotr: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. Na to Jezus mu rzekł: Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Wtedy surowo zabronił uczniom, aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem.

Żeby popatrzeć na ten fragment w odpowiedniej perspektywie, chcę zabrać Cię najpierw do chwili wjazdu Jezusa do Jerozolimy – o pięć rozdziałów Ewangelii do przodu (Mt 21, 8-11):

A ogromny tłum słał swe płaszcze na drodze, inni obcinali gałązki z drzew i ścielili na drodze. A tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno: Hosanna Synowi Dawida! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie ! Hosanna na wysokościach! Gdy wjechał do Jerozolimy, poruszyło się całe miasto, i pytano: <<Kto to jest?» A tłumy odpowiadały: «To jest prorok, Jezus z Nazaretu w Galilei.>>

Porównanie tych dwóch fragmentów skłoniło mnie do przyjrzenia się pytaniu, które zadał Jezus swoim uczniom:

Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?

I na takie pytanie otrzymał odpowiedzieli Mu uczniowie.  Ludzie uważali Go za proroka i, jak pokazują wydarzenia Niedzieli Palmowej, niewiele się w tej kwestii zmieniło do końca Jego ziemskiego życia.

Potem podobne pytanie zadał uczniom:

A wy za kogo Mnie uważacie?

I – uwaga – generalnie nie otrzymał na nie odpowiedzi. Wcale nie dlatego, że (jak często słyszałem na kazaniach) uczniowie wtedy zamilkli nie wiedząc, co powiedzieć. Po prostu Piotr nie zaczął swojej wypowiedzi od „Uważamy Cię za…” albo „Wydaje nam się, że…”. Zaczął od „Ty jesteś”.

Myślę, że Piotr przetrawił w sobie pytanie zadane przez Jezusa i doszedł do wniosku, że w gruncie rzeczy odpowiedź na nie jest bez znaczenia.  Bo jakie ma znaczenie to, za kogo uczniowie Jezusa uważają? To tylko opinia. Nawet, jeśli uśredniona z 12 osób. Skoro spędzili ze sobą trzy lata, na pewno mieli różne chwile. Lepsze i gorsze. Zwątpienia i wielkiej wiary. Nadziei i załamania. Przez ten czas ich opinia o Jezusie mogła się zmieniać.

Ale też ta opinia nie zmieniała tego, co istotne. A Piotr uznał że istotne jest to, że poznali się na tyle dobrze żeby wiedzieć, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Boga. Niezależnie od tego, co chwilowo o Nim myśleli.

Dokładnie takie samo zachowanie zauważyłem w ludziach witających Jezusa, gdy wjeżdżał do Jerozolimy. Między sobą ludzie mówili o tym, że przyjechał prorok. Ale równocześnie nazywali Go „Synem Dawida”, co było tytułem zarezerwowanym dla Mesjasza i Króla. Czyli wiedzieli, że wjeżdża Mesjasz, chociaż ogólnie w tej chwili Jezus był uważany za zwykłego proroka.

A co na to Jezus? Nie zależało Mu na tym, co akurat się o Nim myśli. Przecież usłyszał od Ojca, kim jest. Dlatego zabronił uczniom mówić o tym, że jest Mesjaszem.

To historia, którą na pewno wiele razy będziesz musiał przerabiać w życiu. I wielka tajemnica tego, jak wierzymy. Będziesz przechodził z Bogiem różne chwile i czasami będzie Ci się wydawało, że On to wcale nie On. Ale jeśli zaczniesz Go poznawać to, niezależnie od chwilowych odchyłków, głęboko w sobie będziesz wiedział, że to właśnie Jeden, Wszechmogący Bóg, który JEST Miłością. I nic Ci tego nie zasłoni.

Co więcej – zaryzykuję stwierdzenie, że Bogu właśnie o taki PR chodzi. O bardzo osobistą i głęboką znajomość z Tobą. Że dopóki tego nie zbudujecie i dopóki tak Go nie poznasz nie obchodzi Go to, co inni ludzie o Nim myślą.

A apostołowie przy okazji dowiedzieli się, że nie warto Piotrowi zlecać badań rynku.