Boże wesele (Mt 22, 1-14)

Temat przypowieści, jaką usłyszymy w tę niedzielę, jest mi bardzo bliski. W sobotę wieczorem idę na ślub i wesele kolegi, więc w temacie zapraszania i perypetii przedślubnych jestem na bieżąco.

Przypowieści z poprzednich trzech tygodni mogły nie dotrzeć do każdego – bo w każdej z nich była mowa o pracy, a w dwóch – o zapłacie za nią. Pewnie Jezus zauważył takie wątpliwości u swoich słuchaczy i dlatego opowiedział im kolejną przypowieść – która nie pozostawia wątpliwości.

zdjęcie: The US Army@flickr.com, CC-BY

W dzisiejszej przypowieści spotykamy króla – kogoś, kto ma władzę i pozycję – który urządza wesele dla swojego syna i zaprasza na nie gości. Niestety, w Polsce mamy (według mnie) trochę spaczone spojrzenie na kwestię zaproszenia na wesele i przez to ta przypowieść dla niektórych też może być trochę szemrana. Więc, żeby było jasne: otrzymanie zaproszenia na wesele oznacza, że ktoś chce się z nami podzielić radością za darmo. Nie za prezent, który jeszcze trzeba skalkulować tak, żeby mu się zwróciło. Za nic w zamian. Jeśli ktoś zaprasza na wesele – to znaczy, że chce z nami przeżyć swoją radość. Tylko tyle. W zaproszeniu nie ma nic o zyskaniu na tym, że ktoś przyjdzie (coś czuję, że mogę teraz być rzadziej zapraszany na śluby, ale cóż…).

Więc mamy Boga, który zaprasza nas na wesele – chce podzielić się z nami pełnią radości. Po prostu. Za darmo. Bo dlatego nas stworzył.

To będzie dzień, w którym Bóg powie „Ludzie, już nie mogę dłużej na Was czekać, chodźcie!”.

W świetle tego dziwne jest, że zaproszeni dwukrotnie nie odpowiedzieli na prośbę króla. Jeszcze bardziej szokujący dla mnie jest fakt, że niektórzy z zaproszonych zabili tych, którzy przynieśli im zaproszenia. Dlatego swoje rozważanie dzisiejszej Ewangelii skupiłem właśnie na tym fragmencie.

Wesele w tradycji izraelskiej trwało siedem dni, bo symbolizowało pełnię szczęścia. Jeśli więc ktoś odmówił królowi tłumacząc się pracą w polu albo prowadzeniem sklepu – oznacza to, że przez siedem dni pracował. A jeśli siedem dni pracował, musiał pracować także w szabat. Dla Żydów praca w szabat była jednym z najcięższych grzechów, często z resztą wytykany przez proroków. Odmowa przyjścia na wesele oznacza więc powiedzenie Bogu „Nie chcę Twojej radości, wolę swój grzech”. A grzech to udział w zabiciu Sługi Pana.

W obrazie tych zaproszonych widzę też facetów którzy wierzą w Boga, wypełniają obowiązki Katolika i robią wszystko, żeby zapracować sobie na Niebo. Tak się dzieje, jeśli mężczyzna w swoim życiu duchowym całkowicie skupi się na rytuałach, dobrych uczynkach i obowiązkach religijnych. Oczywiście, jest to ważne i potrzebne, ale jest sprawa o wiele ważniejsza: Łaska. Bóg wyszedł z zaproszeniem dla Ciebie najpierw, zanim zrobiłeś cokolwiek, czym mogłeś na to zasłużyć. Prawdziwa odpowiedź na to zaproszenie pozwala mężczyźnie wybrać siedem dni (czyli pełnię) radości zamiast siedmiu dni pracy. Wystarczy tylko odpowiedzieć „tak, przyjdę”, a nie myśleć o tym, jak można na to zapracować.

Jezus w przypowieści powiedział, że reakcją Boga na ciągłe odrzucenie Jego zaproszenia jest gniew i wysłanie wojska. Czyli Paruzja. Koniec świata – coś pewnego i niespodziewanego. Sztuka często chce nam pokazać to wydarzenie jako straszne i niszczące. Dzisiejsza przypowieść pokazuje, że głównym celem Apokalipsy jest zapełnienie wesela Boga. To będzie dzień, w którym Bóg powie „Ludzie, już nie mogę dłużej na Was czekać, chodźcie!”. I właśnie dlatego warto na koniec świata czekać i być przygotowanym.

Bóg zaprasza Cię na ucztę już dzisiaj. Przyjmij to zaproszenie bez marudzenia i wybierz pełnię radości, na którą nie musisz się zaharowywać.

  • Tomasz

    Tak apokalipsa zapełni niebo a może bardziej piekło .