czy królestwo niebieskie to zysk? zdjęcie: AhmadArdity@Pixabay.com, CC-0

Bez zysku (Mt 13, 44-52)

Na początek ogłoszenie: pierwsza połowa sierpnia to dla mnie wakacje – również od blogowania. Dlatego przez najbliższe dwa tygodnie będzie tutaj panowała cisza i nie opublikuję żadnego wpisu. Zapraszam za to do śledzenia w tym czasie Instagrama, Facebooka, Twittera i Google+, gdzie od czasu do czasu pewnie nie wytrzymam i coś napiszę. Zachęcam też do przeczytania  starszych wpisów, o których mogłeś zapomnieć (albo których nie znasz, jeśli czytasz bloga od niedawna). A teraz, jak to mawiają, „do ad remu” – do czego jest podobne królestwo niebieskie?

Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Z radości poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do sieci, zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. Gdy się napełniła, wyciągnęli ją na brzeg i usiadłszy, dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili. Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Zrozumieliście to wszystko? Odpowiedzieli Mu: Tak jest. A On rzekł do nich: Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare.

Zastanawiało mnie, dlaczego Kościół dzisiaj podaje akurat te trzy przypowieści. Oczywiście, pierwsza odpowiedź jest prosta: bo tak zestawił je święty Mateusz. Ale, jak pewnie wiesz, na jednym „dlaczego?” nie warto poprzestać, więc zadałem sobie pytanie, dlaczego właśnie tak utrwalił je Ewangelista. Co jest ich wspólnym mianownikiem? I chcę Ci pokazać, co znalazłem.

Kluczem do wszystkiego było zrozumienie na nowo przypowieści o skarbie. Zawsze rozumiałem, że ten człowiek ubił niezły interes i myślałem, że cwaniak kupił ziemię ze skarbem, o którym wcześniejszy właściciel nic nie wiedział. Dopiero teraz zadałem sobie pytanie, czy na pewno tak było?

Popatrzmy na dość podobnie brzmiącą przypowieść o perle. Kupiec z przypowieści raczej znał się na perłach. Wyobrażam sobie, że drogocenną perłę znalazł na jakimś targu, więc podobną wiedzę musiał mieć ten, kto mu ją sprzedał. Więc tutaj o interesie życia raczej nie możemy mówić. Raczej była to prosta wymiana rynkowa po cenie satysfakcjonującej obydwie strony. A pomimo to kupiec, żeby kupić tę perłę, sprzedał wszystko, co miał. Zauważ też, że Jezus nie wspomniał nic o tym, żeby potem tę perłę sprzedał z jeszcze większym zyskiem. Więc miał dużo rzeczy i wymienił je na jedną perłę.

Pomyślałem, że w tym samym kluczu warto popatrzeć na przypowieść o skarbie. Nie szukając w niej wielkiego zysku. W końcu Królestwo Boże trzeba głosić, a Chrześcijanie na początku wszystko mieli wspólne. Gdyby więc właściciel pola nie wiedział, co jest na nim zakopane, człowiek z przypowieści powinien pójść do niego i powiedzieć „Facet, masz na polu zakopany skarb”. A potem by razem ten skarb sprzedali i rozdali pieniądze ubogim, prawda?

Więc powiedzmy, że właściciel pola wiedział, że ma tam zakopany skarb, mając to na uwadze podyktował cenę, a człowiek z przypowieści się na nią zgodził i tylko musiał sprzedać wszystko, co miał, żeby móc sfinalizować transakcję.

Tak więc z interpretacji tych przypowieści odrzuciłem zysk. Patrząc na wartość majątku netto, kupiec po zakupie perły miał dokładnie tyle samo, co przed. Podobnie człowiek, który kupił pole ze skarbem. W ogóle – właśnie na równowartość materialną wskazuje według mnie uwaga Jezusa, że sprzedali wszystko, co mieli.

Co więc  zyskali na zakupie?

Mieli tyle samo, ale w wyższej jakości.

Perła musiała być przepiękna, skoro fachowiec zdecydował się na taki ruch. A pole – może było duże, ładnie położone, w dobrej lokalizacji… a w ogóle to fajnie tak móc powiedzieć „mam pole z zakopanym skarbem”, prawda?

Co ciekawe, dokładnie to samo odkryłem w przypowieści o sieci. Rybacy po wyrzuceniu złych ryb mieli dokładnie tyle samo ryb nadających się do zjedzenia czy sprzedania, co wcześniej. Nic nie stracili. Wyrzucili tylko nieprzydatne śmieci.

I do tego wszystkiego podobne jest królestwo niebieskie.

Pamiętam jak byłem w szoku gdy pierwszy raz usłyszałem, że „wieczne czasy” to określenie jakości, a nie ilości czasu. Że nie chodzi tylko o to, że czas będzie płynął w nieskończoność, ale w sposób, w jaki ten czas spędzimy. I te przypowieści dla mnie to potwierdzają: królestwo niebieskie jest życiem na stu procentach jakości. I nie chodzi mi o to, że trzeba mieć skórę, furę i komórę, a na wakacje jeździć do pięciogwiazdkowego SPA. Z resztą – pisałem już o tym we wpisie o jakości życia. Chodzi o to, żeby wybierać to co ma wartość, a odrzucać śmieci. Tak jak człowiek, który widząc fajne pole (i to ze skarbem) stwierdził, że dotychczas nie mieszkał tam, gdzie chciał. Jak kupiec, który gdy zobaczył piękną perłę stwierdził, że woli ją jedną, niż całe jego zapasy magazynowe na sprzedaż. Tak jak rybacy, którzy nie chcieli pokazywać się na targu z lipnym towarem. Albo tak, jak śpiewał Litza:

Pięć minut modlitwy, która jest prawdziwym przebywaniem z Bogiem, może być lepsze niż czterogodzinne nabożeństwo, w czasie którego nie wychodzisz myślami z serialu, który ostatnio oglądałeś. Jedna porządna koszula prawdopodobnie wystarczy Ci na dłużej, niż trzy najtańsze z hipermarketu. Dobry artykuł w czasopiśmie może dać Ci więcej, niż cztery denne książki. I tak dalej.

Jeśli więc chcesz zauważać królestwo niebieskie wokół Ciebie (a ono tam jest!), postaw na jakość.