brak zrozumienia, zdjęcie: cristina-gottardi@unsplash.com, CC-0

Bez zrozumienia (J 11, 1-45)

Na początku tego wpisu założę, że w dwóch punktach jest u Ciebie tak, jak u mnie. Jeśli te założenia nie są w Twoim przypadku spełnione, to możesz odpuścić sobie ten wpis (ale jeśli pomimo tego chcesz zostać, będzie mi miło). Założenie pierwsze: przeżywasz właśnie kolejny Wielki Post w swoim życiu. Założenie drugie: nie do końca rozumiesz, o co Jezusowi chodzi z tym wszystkim. To co, czytasz dalej?

Był pewien chory, Łazarz z Betanii, z miejscowości Marii i jej siostry Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat Łazarz chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz. Jezus usłyszawszy to rzekł: Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą. A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza. Mimo jednak że słyszał o jego chorobie, zatrzymał się przez dwa dni w miejscu pobytu. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: Chodźmy znów do Judei. Rzekli do Niego uczniowie: Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz? Jezus im odpowiedział: Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeżeli ktoś chodzi za dnia, nie potknie się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła. To powiedział, a następnie rzekł do nich: Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę, aby go obudzić. Uczniowie rzekli do Niego: Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje. Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie. Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego. Na to Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć. Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już do czterech dni spoczywającego w grobie. A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów i wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po bracie. Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta rzekła do Jezusa: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga. Rzekł do niej Jezus: Brat twój zmartwychwstanie. Rzekła Marta do Niego: Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym. Rzekł do niej Jezus: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to? Odpowiedziała Mu: Tak, Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat. Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała po kryjomu swoją siostrę, mówiąc: Nauczyciel jest i woła cię. Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać. A gdy Maria przyszła do miejsca, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go upadła Mu do nóg i rzekła do Niego: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Gdy więc Jezus ujrzał jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: Gdzieście go położyli? Odpowiedzieli Mu: Panie, chodź i zobacz. Jezus zapłakał. A Żydzi rzekli: Oto jak go miłował! Niektórzy z nich powiedzieli: Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł? A Jezus ponownie, okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus rzekł: Usuńcie kamień. Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie. Jezus rzekł do niej: Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą? Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał. To powiedziawszy zawołał donośnym głosem: Łazarzu, wyjdź na zewnątrz! I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić. Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.

Kulminacyjnym punktem dzisiejszej Ewangelii jest uzdrowienie Łazarza. Ale przed opisem tego wydarzenia, święty Jan zafundował nam dość obszerny opis tego, jak wyglądały zwykłe, codzienne relacje pomiędzy Jezusem a apostołami.

A te wcale nie wyglądały tak różowo, jak kiedyś sobie wyobrażałem. Żeby to zrozumieć trzeba zauważyć, w jakim momencie Ewangelii jesteśmy. Chociaż według numeru rozdziału to dopiero połowa Ewangelii według świętego Jana, tuż po tym wydarzeniu starszyzna żydowska wyda na Jezusa wyrok. W następnym rozdziale mamy już ostatni wjazd do Jerozolimy, a dwa rozdziały później – ostatnią Paschę z uczniami.

Jednym słowem – były to już ostatnie dni, które Jezus spędzał z uczniami przed Zmartwychwstaniem.

A to oznacza, że już trochę razem przeszli. Spędzili razem około trzech lat. Oczywiście, czasem Jezus posłał uczniów w takiej czy innej sprawie, wysłał ich na parę dni pełnienia misji, ale zdecydowaną większość tego czasu przebywali razem. Razem jedli, podróżowali, spędzali ze sobą czas, gdy tłumy się już rozchodziły, rozmawiali o poranku i wieczorem. Dzielili ze sobą wygody i niewygody, sukcesy i porażki. W sumie tylko trudno mi powiedzieć, że spali w jednym miejscu, bo Jezus często w nocy odchodził się modlić.

Co pokazuje dzisiejsze czytanie? Że tych dwunastu gości w tym czasie bardzo słabo poznało Jezusa! Nawet nie mieli wspólnego języka. Gdy On mówił o „zaśnięciu” Łazarza – oni myśleli, że ten naprawdę usnął. Dziwili Mu się, że chce iść do Judei, gdzie groziła mu śmierć. A wypowiedź Tomasza jest dla mnie wyrazem tego, że w ich gronie krążył pogląd, że ich Mistrz swoją działalnością ściągnie szybką śmierć nie tylko na siebie, ale też na nich. I że to wcale nie jest to, po co za Nim poszli.

I to jest dobra nowina. Bo jeśli dwunastu facetów po trzech latach z Jezusem nadal nie potrafiło się z Nim dogadać, to nie musisz się przejmować tym, że właśnie przeżywasz któryś-tam post w życiu, nawracasz się po raz 2 353 958 851 i nadal nie do końca masz pojęcie, o co w tym wszystkim chodzi i dlaczego jest, jak jest.

A nowina jest dobra dlatego, że jedenastu z tych gościu zostało świętymi.

Jedyny, którego nie ma na liście kanonizowanych to ten, który po którymś razie przestał rozmawiać z Jezusem.