Bez fajerwerków (Łk 16, 19-31)

Zaczęło się od pewnego dysonansu. W Mt 25, 32 sąd ostateczny jest opisywany jako oddzielanie jednych ludzi od drugich. A w dzisiejszej przypowieści Jezus ewidentnie pokazuje, że oddzieleni bogacz i Łazarz będą mieli ze sobą kontakt. I ten kontakt doprowadził mnie do ciekawego wniosku.

Żył pewien człowiek bogaty, który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień świetnie się bawił. U bramy jego pałacu leżał żebrak okryty wrzodami, imieniem Łazarz. Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza; nadto i psy przychodziły i lizały jego wrzody. Umarł żebrak, i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama. Umarł także bogacz i został pogrzebany. Gdy w Otchłani, pogrążony w mękach, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. I zawołał: Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i poślij Łazarza; niech koniec swego palca umoczy w wodzie i ochłodzi mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu. Lecz Abraham odrzekł: Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz. A prócz tego między nami a wami zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd do nas się przedostać. Tamten rzekł: Proszę cię więc, ojcze, poślij go do domu mojego ojca. Mam bowiem pięciu braci: niech ich przestrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki. Lecz Abraham odparł: Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają. Nie, ojcze Abrahamie – odrzekł tamten – lecz gdyby kto z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą. Odpowiedział mu: Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą. 

Bogacz rozpoznał Abrahama i Łazarza. Zawsze miałem wyobrażenie tego bogacza jako kogoś, kto tylko siedział w swoim pałacu i liczył swoją kasę. Ale jak się zacząłem nad tym zastanawiać, to zadałem sobie dwa pytania:

  • Czy mam chociaż mgliste pojęcie, jak wyglądał Abraham?
  • Ilu bezdomnych z mojego osiedla umiem rozpoznać?

I zachęcam Cię, żebyś też je sobie zadał.

Jeśli chodzi o moje odpowiedzi, to było to dwa razy nie.

Nie, nie mam pojęcia, jak wyglądał Abraham, chociaż parę razy przeczytałem w Biblii całą jego historię, a dużo więcej razy słyszałem na Mszy jej fragmenty. Co prawda wyobrażam sobie jakiegoś brodatego gościa ubranego jak arab, ale ten człowiek nie ma dla mnie nawet twarzy.

I nie, nie umiem z pamięci przywołać twarzy żadnego z bezdomnych, którzy mieszkają w mojej okolicy. Czasem ich mijam, czasem rozmawiamy o dołożeniu „pięciu złotych do winka”, ale jakby teraz postawić przede mną dziesięć osób to nie umiałbym powiedzieć, która z nich jest bezdomnym z mojego osiedla. Kolejni ludzie bez konkretnej twarzy.

I tak, po śmierci już wszyscy będziemy naprawdę sobą, więc może jakoś łatwiej będzie nam się rozpoznać, ale te dwa pytania doprowadziły mnie do wniosku, że bogacz musiał być całkiem spoko człowiekiem. Musiał głęboko przeżywać swoją wiarę, skoro po śmierci potrafił rozpoznać Abrahama, którego mógł znać tylko z przebywania ze Słowem Bożym. Musiał naprawdę poświęcać uwagę ubogim, skoro potrafił rozpoznać Łazarza, który tylko leżał pod bramą jego pałacu czekał na resztki jedzenia. I to umiał ich rozpoznać z daleka.

A pomimo to po śmierci trafił do piekła.

Dlaczego? Myślę, że jakaś podpowiedź leży w zakończeniu przypowieści. Bogacz mówi, że jego bracia uwierzyliby Bogu, jeśli ktoś umarły by powstał z martwych. Między wierszami odczytuję, że znają Prawo i Proroków – i że hebrajskie Pismo Święte znał też bogacz – ale to dla nich za mało. Być może ten bogacz po iluś-tam latach czytania Tory uznał, że już wystarczająco dobrze realizuje Prawo i nie musi więcej się zmieniać. Być może uznał, że robi dużo miłosierdzia i nie musi się w tym nawracać. Być może czekał na to, że skoro już idzie mu tak super, to teraz w tym jego prawie idealnym życiu pojawią się jakieś fajerwerki – że będzie mógł uzdrawiać albo wskrzeszać umarłych albo „chociaż” poprorokować czasem. A że nic z tych rzeczy się nie pojawiło, to przestał iść do przodu i zmieniać swoje życie, co w końcu doprowadziło do ochłodzenia jego wiary. I wiadomo jak skończył.

No i jeszcze jedna rzecz – może najważniejsza… Bogacz jest bezimienny. Jezus na początku przypowieści określa go jedynie określeniem „pewien człowiek”. A to w języku hebrajskim (podobno) oznacza, że chodzi o każdego z nas.

bez fajerwerków, Łk 16, 19-31, CC-BY-NC, operator-paramedyk.pl

Tak więc po pierwsze: zobacz, że Bóg nazywa Cię bogatym człowiekiem. Że dostałeś od Niego naprawdę wiele, skoro możesz przeczytać ten tekst. A po drugie – nie oczekuj fajerwerków z tego powodu. Być może od dwudziestu lat czytasz Pismo Święte, ale ciągle nie czujesz tam „tego czegoś” – i być może tak będzie jeszcze przez lat czterdzieści. Być może modlisz się i od jakiegoś czasu nie czujesz w tym obecności Boga – i może tak będziesz miał do końca życia. Być może czekasz, aż wreszcie poradzisz sobie z jakimś grzechem, z którym będziesz już zawsze żył. Albo czekasz, kiedy zaczniesz gadać językami. W wierze, jak we wszystkim innym, ważna jest regularność i wytrwałość. Fajerwerków nie będzie – ale to nie powód, żeby nie nawrócić się kolejny raz.

  • To zawsze jest silna pokusa, przynajmniej jak ja ją doświadczam.

  • No własnie z artykułu nie wynika, czy oni oczekiwali efektu tej modlitwy. Zgodnie z cytatem, modlili się „za pewną kobietę”, nie „o uzdrowienie pewnej kobiety”.
    W hipotezie co do bogacza chodzi mi o postawę w stylu „Przeczytałem Pismo Święte 10 razy, 15 razy poszedłem na Pielgrzymkę to chyba należy mi się, żebym teraz przez dotknięcie kogoś uzdrawiał. Jak tego nie ma, to wychodzę z interesu”.

  • Miałem na myśli właśnie to, że życie wiarą wystarcza, ale oczekiwanie „fajerwerków” może to życie wiarą popsuć.

  • Co do „fajerwerków” polecam ten artykuł z GN oraz koniec Ewangelii św. Marka.
    http://gosc.pl/doc/3465452.Dasz-wiare

  • Witaj Janku. Dawno nie zaglądałem tu do Ciebie na bloga. Napiszę, że faktycznie bogacz mógł być pobożnym Żydem i znać Abrahama oraz rozpoznać Łazarza. Nie mniej martwi mnie jedna rzecz: jeśli życie wiarą nie wystarcza by być zbawionym, uczynki miłosierdzia, wyznanie wiary w Jezusa? To może powinniśmy się trochę martwić. Któż może zostać zbawionym? Owszem łaska, ale odczytuje to raczej jako kaprys niż zaszczyt. Pozdrawiam.